Pułapką, w którą łatwo wpaść (i to na każdym etapie samodzielnej budowy smart domu), jest … szukanie na siłę zastosowania smart urządzenia u siebie w domu. Nieważne, że nie ma się warunków do jego praktycznego i sensownego wykorzystania, bo mieszka się np. w kawalerce na ostatnim piętrze jakiegoś wieżowca. Przecież kupiłem i się nie zmarnuje, a smart home jest trendy. Zatem myślisz sobie: ja nie dam rady?

Szczególnie zmotywowany jesteś, gdy żona wie i obserwuje, jak kombinujesz, byle tylko gdzieś jakoś je wykorzystać. Nawet z minimalnym sensem. Oczywiście, może się zdarzyć, że naprawdę wymyślisz jakieś totalnie nieoczywiste zastosowanie urządzenia i będzie ono nawet uzasadnione. Ale to rzadko. Mnie się udało np. z czujnikami temperatury czy kontaktronami. Ale o tym napiszę innym razem. Częściej po prostu polegniesz na tym polu. Kwestia czasu, kiedy się do tego sam przed sobą przyznasz. Kiedyś zajmowało mi to więcej czasu, obecnie jestem już dużo bardziej “smart”. Po prostu nie kupuję czegoś na co nie mam pomysłu, który można zrealizować sensownie w określonym czasie. Niby takie to proste, a jednak…

Przejdźmy zatem do moich porażek. Pierwsza związana była z czujnikiem ruchu. Kiedyś miał on pewne ograniczenia funkcjonalne, których nijak nie mogłem obejść. Przekładałem go po całym mieszkaniu, po kolei, do wszystkich pomieszczeń i ustawiałem jakieś automatyzacje związane z oświetleniem. Ale ciągle nie byłem zadowolony z efektu (nie wspominając o żonie). A to się nie włączało oświetlenie wtedy, kiedy trzeba, a to nie gasło w odpowiednim momencie. I na odwrót. Światło działało za długo albo za krótko. 

Dopiero kiedy zdałem sobie sprawę, że największy sens zastosowania czujki ruchu jest w pomieszczeniach rzadko odwiedzanych i najlepiej takich ciemnych lub na zewnątrz domu, zrozumiałem, że w swoim mieszkaniu właściwie nie mam takiego miejsca. No może łazienka spełniłaby te warunki, ale ze względu na konieczność przerobienia instalacji elektrycznej i tak było to niewykonalne. W końcu oddałem ją synowi, by zastosował u siebie w ciemnej garderobie. Teraz włącza mu się tam oświetlenie na 1 minutę, gdy tylko do niej zajrzy (choć tak naprawdę można by to załatwić także przy użyciu kontaktronów).

Podobnie nie znalazłem większego zastosowania u siebie dla fajnej kamery. Nie mogłem się oprzeć, by jej nie kupić. Była przecież taka smart. Jeszcze nie było pandemii i do pracy się jeździło normalnie. Tłumaczyłem żonie, że zawsze będę mógł mieć na nią oko, czy przypadkiem za ciężko nie pracuje w domu. Dziwne, ale nie kupiła tego argumentu i zaprotestowała przeciwko takiej 24-godzinnej inwigilacji.  Obecnie przy świadczeniu pracy w formie zdalnej nie potrzebuję kamery, by to zaobserwować. I przyznaję, że naprawdę jest co robić w domu.

Nawet tę kamerę uruchomiłem i trochę się nią pobawiłem. Ale po okresie zabawy nadszedł czas odpowiedzi na pytanie: gdzie ją zamontować? Kluczowa więc stała się kwestia: co i w jakim celu miałaby ona obserwować w mieszkaniu? Kwestie bezpieczeństwa załatwiają mi przecież kontaktrony w drzwiach i oknach oraz inne czujniki, np. wstrząsu. Czyli to odpada. Nawet wbudowanej w kamerę funkcjonalności bramy nie potrzebuję, bo mam kilka innych.

Jaki jest sens np. obserwowania własnego balkonu czy nawet większego tarasu, gdy mieszka się na którymś piętrze? Kto się tam pojawi niespodziewanie? Sąsiad z niespodziewaną wizytą? Jedynie ptaki przelecą, czasami siądą. Może nawet nie byłoby to takie głupie. Namierzyłbym tego, który mi tak tam paskudzi. Chyba, że ktoś wierzy w św. Mikołaja i chce zarejestrować jego przybycie, ale to prędzej w kominie chyba trzeba montować. Ja już nie wierzę.

Jeśli jeszcze da radę tą kamerą obserwować miejsce parkingowe, gdzie parkujemy nasze auto, i jej jakość pozwoli zaobserwować coś więcej niż tylko zarys bryły auta, to OK. W końcu kamerę również oddałem synowi. On ma psa i dzięki temu może go w mieszkaniu obserwować i słuchać, a nawet mówić do niego, gdy jest w pracy. I to ma sens. Szczególnie, gdy jest się świadomym tego, że zareagować na niepożądane zachowania psa ma sens jedynie w momencie lub kilka sekund po zdarzeniu. No i przynajmniej nie będą mu sąsiedzi wmawiać, że pies szczeka całymi godzinami. A i przyuważy czworonoga, który zawsze po jego powrocie udaje niewinnego, że  to on niby na łóżku nie leżał (to oczywiście żart, bo wiadomo, że psy nie odczuwają poczucia winy).

Po napisaniu powyższego, uświadomiłem sobie, że tak właściwie mój syn często korzysta na moich porażkach. To, co mi się nie udało, u niego znajduje zastosowanie i staje się sukcesem. Teraz trochę inaczej spojrzę na jego podpowiedzi typu: „kup sobie, tata, przyda ci się”. Mam z tym też związany fajny argument dla żony na przyszłość – jak dla syna, to nie ma problemu. Muszę go sobie zapamiętać.

Przypomniał mi się jeszcze jeden przykład bezsensownego naginania smart rzeczywistości. Jeden z moich znajomych zastosował u siebie smart regulatory na grzejnikach. Naprawdę były rewelacyjne, zamykały i otwierały przepust gorącej wody na grzejnikach indywidualnie dla każdego z nich. Nie tylko miały wewnętrzny czujnik temperatury, ale także potrafiły sprytnie „wykryć” uchylone drzwi czy okna, tak by przykręcić ogrzewanie. 

Znajomy nie pomyślał tylko o jednej istotnej rzeczy. Miał w mieszkaniu piec gazowy wykorzystywany do celów ogrzewania. W konsekwencji sterował grzejnikami (odbiornikami ciepła), a nie piecem (generatorem ciepła). Oczywiście piec był również sterowany, ale osobnym systemem (powiedzmy: mniej smart) oraz przede wszystkim odbywało się to względem jednego czujnika temperatury. W konsekwencji dochodziło do sytuacji, że wszystkie grzejniki były zakręcone, a piec i tak grzał, oraz odwrotnie.  Był to skutek braku zintegrowanego sterowania piecem i grzejnikami. Dlatego smart termoregulatory na pewno w ciemno polecałbym każdemu, kto ma w mieszkaniu ogrzewanie miejskie c.o. (bez własnego pieca grzewczego). Natomiast osobom z piecami sugeruję zastanowić się dobrze nad konstrukcją systemu grzewczego.

Czasami zatem lepiej pomyśleć wcześniej, niż potem z przymusu i na siłę szukać zastosowania. Stosowanie urządzeń smart w ten sposób nie jest po prostu smart.


Fan dobrych praktyk w życiu zawodowym i prywatnym. Jako były belfer lubi krzewić wiedzę. Zawsze szuka nieoczywistych rozwiązań i zastosowań w smart home. Chce udowodnić, że człowiek też może być „smart” oraz wstąpić do klubu ludzi, którzy odwiedzili co najmniej 100 krajów na świecie.

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty