Dzisiaj będzie coś w rodzaju felietonu, czyli historie autentyczne. Niekiedy podczas testów dzieją się pewne sytuacje, które sprawiają, że jedne sprzęty zapadają nam w pamięci na dłużej… I taka też będzie historia o Yale Home Alarm, który sprawił, że prawie ogłuchłem na jedno ucho, a sąsiedzi już nigdy nie spojrzą na mnie tak samo.

Wszystko działo się w trakcie recenzji Yale Home Alarm, czyli inteligentnego alarmu od firmy Yale. Po recenzji Daniela wziąłem go do siebie i testowałem. Wiedziałem, że alarm jest głośny, ale nie wiedziałem, że podobnie jak Daniel przekonam się jak bardzo…

O Boże, okradają mnie

Pewnego dnia, gdy byłem poza domem i z nudów zerknąłem na alarm, zobaczyłem, że jest niedostępny. Stwierdziłem, że nie jest to jakiś straszny problem. Zerknąłem od razu na to, co widzi kamera. Ale kamera również była niedostępna. Drugi alarm też niedostępny… Zrobiło mi się gorąco.

Jak wszystko jest niedostępne to jak nic mnie okradają – pomyślałem. W biały dzień. Odcięli prąd, wyłączyli sieć na dzielnicy i jakoś zepsuli UPS’y. Na 100%! Pognałem więc co sił do domu, aby przegnać rabusi. Gdy dotarłem, stanąłem przed drzwiami i zawahałem się. A co, jeśli to nie rabusie, tylko coś się rozsynchronizowało? Nieee! To na pewno włam.

Otworzyłem drzwi…

Olśnienie

Gdy tylko otworzyłem drzwi, zadziałał kontaktron, który wyzwolił alarm. Usłyszałem złowrogie “pik” dochodzące z głębi pokoju. W tym momencie nagle mnie olśniło. Wczoraj kombinowałem coś z Orange i musiałem zmieniać hasło do Neostrady. Router mrugał światłem problemu z internetem…

Ponownie rozbrzmiało złowrogie “pik” – 58 sekund do uruchomienia syreny. Podszedłem spokojnie do klawiatury i wklepałem PIN. Piiik i 57 sekund. Drugi raz wklepałem PIN – na pewno poprawnie. Piiik i 56 sekund. Pot zaczął cieknąć… Ostatnia próba, teraz na pewno się uda. Piiik i 50 sekund… Wklepywałem go dłużej, niż sądziłem.

Run Alarm Run!

Wiedziałem, że za 50 sekund odpali się alarm, który zaalarmuje wszystkich sąsiadów w okolicy. Ochronę, panią z piekarni i ludzi spod kebaba. Każdy przybiegnie mi na pomóc, a w środku okaże się, że sam sobie uzbroiłem alarm. Trzeba było działać.

Ruszyłem do alarmu i wyrwałem go z kabli. Kabel ethernetowy poleciał, zasilacz zwisał smętnie. PIIIK i 45 sekund. Cholerna, wbudowana bateria antywłamaniowa! PIIIK i 40 sekund! W tym momencie wpadła mi do głowy genialna myśl. Muszę znaleźć miejsce, gdzie alarm będzie mógł się rozwyć, ale które go wyciszy. A co ma lepsze wyciszenie niż moje auto! Czasu było niewiele, auto stało daleko, ale wiedziałem, że dam radę! Zostało mi spokojnie z 35 sekund, wziąłem więc alarm w ręce i w długą!

Znowu trochę mi nie wyszło

Już na schodach dowiedziałem się, że moje liczenie sekund przez cały okres pikania alarmu było niezbyt dokładne. Alarm rozwył się na klatce schodowej, sprawiając, że z truchtu przeszedłem w sprint. 100 decybeli w rękach było najdziwniejszym dopingiem do biegu w moim życiu. Oto więc ludzie z kebaba zobaczyli, jak biegnę przez parking z alarmem, który wyje w niebogłosy. Gdybym był złodziejem, to nawet policja pomyślałaby, że to jakaś dziwna prowokacja…

Samochód oczywiście stał po drugiej stronie parkingu, bo jakżeby inaczej. Otworzyłem drzwi, wrzuciłem alarm do środka i zatrzasnąłem samochód. Alarm wył, ale znacznie ciszej. Wył tak dobre 2 minuty (albo 5, bo coś mi liczenie tego dnia nie wychodziło). W końcu umilkł.

Wyciągnąłem go z samochodu, dokładnie oglądając, czy bateria się wyczerpała. Światełka się nie świeciły, więc wszystko ok. Z miną zwycięzcy ruszyłem do domu.

Here we go again…

Gdy dotarłem do domu, wiedziałem, że muszę go ponownie podłączyć i jakoś rozbroić. Ale jak już był rozładowany, to nie widziałem w tym problemu. Otworzyłem drzwi i usłyszałem piiik. Spojrzałem na alarm, który znowu wykrył kontaktrony, szczęśliwie odpalił swoje światełka i ponownie rozpoczął odliczanie do apokalipsy.

Powiedziałem słowa, których tu nie napiszę, ale też nie muszę, bo sami się ich domyślacie. Wziąłem alarm i ponownie sprintem pobiegłem do samochodu. Oczywiście nie pomyślałem o tym, żeby go przeparkować, więc znowu musiałem przebiec cały parking. Ludzie spod kebaba ponownie widzieli mnie biegnącego z wrzeszczącym alarmem i dam sobie rękę uciąć, że z podejrzeniem spojrzeli na swoje kebaby i to, co mogło się w nich znajdować.

Epilog

Finalnie musiałem wziąć alarm i podłączyć go do sieci w innym miejscu. Tam go rozbroić i dopiero wtedy wrócić do domu, gdzie bezpiecznie mogłem przejść przez własne drzwi. Potem podłączyłem się do sieci lokalnej i zmieniłem hasło w routerze.

Jednocześnie potwierdzam: alarmy Yale są naprawdę głośne!


Kompletnie zwariowany na punkcie smart. Jeśli tylko pojawi się coś nowego, to koniecznie musi to dostać w swoje ręce i przetestować. Lubi rozwiązania, które się sprawdzają, i nie znosi bezużytecznych gadżetów. Jego marzeniem jest zbudować najlepszy portal z obszaru smart w Polsce (a później na świecie i Marsie w 2025).

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty