Niektórych ludzi się nie zapomina, nawet jeśli nigdy na żywo ich nie poznaliśmy. Mam własną listę osób, które moim zdaniem wywarły duży wpływ na technologię. Steve Jobs znajduje się na tej liście na całkiem wysokiej pozycji. Mimo że nie zgadzam się dzisiaj w wielu kwestiach z Apple (między innymi z ich polityką cenową), to nadal czuję wobec tej firmy duży sentyment. To Steve Jobs rozpoczął rewolucję. Połączył sztukę z techniką i pokazał, że technologia może być piękna.

9 lat. Tyle minęło od czasu śmierci Steve’a Jobsa. W Internecie niemalże wszędzie znajdziecie jego biografię. Nie będę ich więc kopiował. Zamiast tego wspomnę  kilka historii z własnego życia, w których Apple, a co za tym idzie – również Steve Jobs, odgrywało w nich pewną rolę. Żadna z tych historii nie miałaby miejsca, gdyby Steve nie założył własnej firmy i gdyby nie stwierdził, że chce w ten sposób zmienić świat.

Moje pierwsze „jabłko”

Moje pierwsze, niedoszłe „jabłko” to MacBook Pro, rocznik 2009. Znajomy chciał za niego 1500 zł, ale dla studenta, który zarabiał 1600 zł brutto w Gdańsku, mieszkając w Katowicach, było to niestety za dużo. Zatem, moim pierwszym „jabłkiem” stał się leciwy iPhone 4S. Kupiłem go w 2016 roku, więc ładnych parę lat po premierze. Jego największym mankamentem była bateria. To nie był telefon komórkowy, to był telefon przenośny. Wszędzie musiałem chodzić z powerbankiem i cały czas go doładowywać. Grzał się strasznie, Siri nie dawała rady, a o mapach Google mogłem zapomnieć. Ale dawał radę! No i miał w sobie „to coś”. Coś, czego brakowało mi w Samsungu czy Blackberry, które wtedy miałem. Później miałem już kolejne iPhone’y – 7, X, 11 Pro. Ale to właśnie  4S darzę największym sentymentem. To on był moim pierwszym „jabłkiem”.

Moje spotkanie ze Stevem Wozniakiem

Czasem najciekawsze sytuacje mogą się Wam przydarzyć wtedy, gdy  kompletnie się tego nie spodziewacie. Steve’a Wozniaka spotkałem w Bukareszcie. Pierwszy raz byłem wtedy w Rumunii, w trakcie podróży służbowej. Minąłem człowieka, który wydał mi się dziwnie znajomy… Po chwili skojarzyłem – Steve Wozniak w samolocie w Bukareszcie!

Mocno się wahałem, czy go zaczepić. W końcu jednak się przełamałem i podszedłem. Steve jest mega ciepłym i uprzejmym człowiekiem. Podpisał mi książkę i pozwolił  zrobić pamiątkowe selfie. Trochę zdałem sobie sprawę z problemu sławy. Dla niego byłem człowiekiem numer 12313141, który prosi go o fotkę. A dla mnie? Jest to niezwykle ważna fotografia.

Apple Park i dom Steve’a Jobsa

Kiedy podróżowałem po Stanach Zjednoczonych z dopiero co poślubioną żoną, postanowiłem, że koniecznie muszę odwiedzić Apple Park. Dolina Krzemowa była moim marzeniem od wielu, wielu lat i musiałem ją zobaczyć. Apple Park była wisienką na torcie. Zaczęliśmy od baraków Facebooka (inaczej tego nie opiszę). Później zobaczyliśmy  szklany Instagram oraz wcale nie tak gigantycznie wielki kampus Google’a. Apple Park zrobił jednak na mnie piorunujące wrażenie.

Widać, że było to ostatnie działo Steve’a. Wielki i piękny. Szkło i drzewa. Idealne połączenie. A sklep Apple Store przy nim jest naprawdę świetnym miejscem. A kiedy rozglądałem się za pamiątką, wtedy podszedł do mnie jeden z pracowników Apple i zaproponował koszulkę dla dziecka. Powiedział, że są tańsze 😉 W końcu jednak się zdecydowałem i kupiłem najdroższy t-shirt w moim życiu… Ale nie żałuję, bo to wspaniała pamiątka.


Na sam koniec wybrałem się do domu Steve’a Jobsa, który trochę mnie zaskoczył. Jest on bowiem zamieszkały! A przed nim stoi tabliczka ostrzegawcza, że jeśli tylko ktoś postanowi wejść na trawnik, to w ciągu dwóch minut pojawi się policja. Trochę się temu nie dziwię… Po ulicy kręciło się z czterech takich gości jak ja, którzy przyjechali obejrzeć dom.

Tweet z Timem Cookiem

Na sam koniec zobaczyłem potęgę sławy i social mediów. Gdy byliśmy na naszej sesji zdjęciowej, akurat napatoczył się Apple Store. Całkiem przypadkiem. Postanowiliśmy zrobić sobie przy nim zdjęcie i oznaczyć Tima Cooka. Koniec historii. Oczywiście do czasu. Trzy godziny później polubił nasze zdjęcie. Musiałem po chwili ściągnąć zegarek i wyłączyć powiadomienia na Twitterze. Telefon kompletnie oszalał. Zdjęcie było like’owane tysiące razy! Pojawiły się setki komentarzy, zarówno pozytywnych, jak i hejtujących. Trwało to może 10 minut, ale od razu wiedziałem, że nigdy nie będę chciał być sławny.

Tak właśnie wspominam Steve’a. Tymi wszystkimi historiami, które mi się przydarzyły. Bez niego nie byłoby Apple, a bez Apple żadnej z tych historii.

A Wy? Jakie macie historie związane z Apple albo innymi firmami technologicznymi? To niesamowite, że te sprzęty odgrywają tak wielką rolę w naszych życiach, prawda? A może to tylko dlatego, że po prostu uwielbiam technologię? 😉

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *