Oclean X to moja druga szczoteczka soniczna od Oclean, submarki Xiaomi. Z Oclean One korzystałem dość długo i byłem z niej naprawdę zadowolony. Przyszedł jednak czas na zmianę! Kiedy usłyszałem o Oclean X, od razu ją zamówiłem. Co prawda pojawiło się zwątpienie i pytanie: „po co komuś  szczoteczka z wyświetlaczem?”, ale i tak się na nią zdecydowałem.

Pierwsze wrażenie

Spodziewałem się, że dostanę szczoteczkę w wysokiej jakości opakowaniu w stylu Apple, podobnie jak było to z poprzednim modelem. I nie zawiodłem się. Opakowanie Oclean X jest na najwyższym poziomie i przywodzi na myśl właśnie producenta z Cupertino. Jeśli chcecie przeczytać recenzję poprzedniego modelu, to zapraszam do recenzji Oclean One.

Oclean X

W opakowaniu znajdowała się szczoteczka z jedną główką, ładowarka, kabel do ładowania i krótka instrukcja. Tego, czego zabrakło przy nowej szczoteczce, to plastikowe opakowanie podróżne, które np. znalazło się w pakiecie z Oclean One.

Ładowarka była dla mnie dużą zagwozdką. W tym modelu  jest ona połączona z uchwytem na szczoteczkę. Jest to znacznie bardziej eleganckie, tylko różnie może być z wygodą. Uchwyt montuje się taśmą 3M do powierzchni na stałe (do późniejszego ściągania tego z kafelek polecam zwykłą nitkę). Żeby naładować szczoteczkę, trzeba ją włożyć do ładowarki prostopadle, przez co będzie ona nam dziwacznie wystawać ze ściany… Na szczęście Xiaomi mnie przechytrzyło i okazało się, że ładowarka jest magnetycznie przyczepiona do uchwytu i można ją bezproblemowo ściągnąć.  Można więc naładować szczoteczkę i wstawić  ładowarko-uchwyt na miejsce. Bardzo fajne rozwiązanie i duuuuży plus dla Oclean!

Wyświetlacz Oclean X

Tak jak pisałem wcześniej, pojawia się podstawowe pytanie o to, czy taki wyświetlacz w szczoteczce jest w ogóle potrzebny. Po dwóch miesiącach użytkowania mogę powiedzieć, że… nie. No niestety, taka jest prawda. Przede wszystkim dlatego, że na smartfonie można zrobić wszystko szybciej i wygodniej. Tylko wtedy, jeśli nie macie zainstalowanej aplikacji Oclean na swoim telefonie, wyświetlacz ma jakikolwiek sens.

Wyświetlacz jest ładny i ma dużo opcji. Jeśli weźmiemy go do ręki, to pokaże  nam aktualną godzinę i pogodę. Możemy też ustawić, jaki tryb szczotkowania chcemy włączyć. Z wybierania trybu nie skorzystałem ani razu, z zegarka w sumie też nie. Godzina wyświetla się wtedy, gdy weźmie się szczoteczkę do ręki i jak się ją odkłada. W przypadku trybów szczotkowanie wygodniej jest je ustawić z góry w aplikacji.

Aplikacja

Spodziewałem się, że w aplikacji nie znajdę żadnych nowości, jednak ponownie zostałem pozytywnie zaskoczony. Oclean X posiada nową funkcję, którą można znaleźć także w innych topowych i dwa razy droższych szczoteczkach sonicznych. Mowa tutaj o pokazywaniu wyszczotkowania stref. Oclean X skanuje naszą szczękę i tworzy z niej cztery strefy:

  • lewa górna,
  • lewa dolna,
  • prawa górna,
  • prawa dolna.

Dla każdej z tych stref Oclean X zbiera informacje podczas szczotkowania i na koniec pokazuje, jak poszło nam w każdej ze stref. Jeśli skupiliśmy się tylko na jednym miejscu, a pozostałe wyszczotkowaliśmy słabiej – Oclean X nas o tym poinformuje. I jest to bardzo fajna funkcja, która wyrabia dobre nawyki. Dzięki niej staramy się równo wyszczotkować całe uzębienie.

Oclean X
Oclean X
Oclean X

Poza tą nową funkcją pozostają wszystkie inne, dobrze znane z Oclean One. Mamy zatem profil naszych zębów, który musimy wprowadzić do aplikacji. Tam zaznaczamy, jaki mamy kolor zębów i jakich używamy używek  (kawa, herbaty, papierosy). Na podstawie tych danych Oclean oferuje nam 1 z 16 trybów szczotkowania. Oczywiście sami możemy go zmienić.

Ostatnią ważna funkcją, dobrze znaną z poprzedniego modelu, jest wynik szczotkowania. Po zakończonej pracy szczoteczka informuje o tym, jak długo szczotkowaliśmy zęby i jak nam poszło (wyświetla wynik w postaci procentów). Oczywiście zawsze celujemy w 100%, ale szczotkowanie przez 2,5 minuty wcale nie jest takie proste 😉

Codzienne użytkowanie Oclean X

Dzięki Oclean mam bielsze zęby. To prawda, najpierw była Oclean One, a później Oclean X. Szczoteczka jest niezawodna i ani razu nie sprawiła mi problemów. Jednym przyciskiem można ją uruchomić, a po  skończeniu programu, szczoteczka sama się wyłącza i pokazuje wyniki. Dzięki niej wiem, jak poszło mi w poszczególnych strefach i jaki jest wynik. Pojawia się taki mały element rywalizacji – ja kontra szczoteczka, bo aż chce się jej pokazać, że można osiągnąć wyższy wynik, co jest z kolei bardzo dobre dla naszych zębów.

Co do czasu działania na jednej baterii, to jeszcze nie mogę nic powiedzieć, bo jeszcze się nie rozładowała  😉

Oclean X

Czego mi brakuje?

Szczoteczka jest naprawdę świetna i jedyne, czego mi w niej brakuje, to  sygnał, ile czasu pozostało do końca mycia zębów. Mogłyby to być np. specyficzne wibracje  albo mały wyświetlacz przyklejony do kafelek. Dobrze byłoby wiedzieć, kiedy miną 2,5 minuty i  w końcu przestanę szczotkować. Dodatkowo, taki wyświetlacz mógłby pokazywać, gdzie jeszcze muszę doszczotkować. W Oral B właśnie coś takiego znajdziemy.

Mogłoby się też pojawić powiadamianie o szczotkowaniu, np. rano i wieczorem wiadomość z aplikacji, że czas iść umyć zęby. Podejrzewam, że to też wielu osobom mogłoby pomóc w dbaniu o zęby.

Podsumowanie

Oclean X jest naprawdę świetna, podobnie zresztą jak jej poprzedniczka. Mogę ją szczerze polecić każdemu. Jedyne, co poddaję pod wątpliwość, to wyświetlacz, którego osobiście nie używam. Zatem jeśli Wy też sądzicie, że raczej nie będzie Wam potrzebny, wtedy możecie kupić nową Oclean Z1. Jest ona identyczna jak Oclean X, tylko, że bez wyświetlacza i tym samym jest trochę tańsza.

Powiązane posty