Przed kilkoma dniami zmarł Charlie Watts, perkusista The Rolling Stones i bez cienia wątpliwości jedna z ważniejszych postaci w dziejach współczesnej muzyki. Przy tej okazji media polskie i zagraniczne częstokroć wspominały o „nieśmiertelności” tej postaci, czy raczej o nieśmiertelności jej dorobku. Bo widzicie – wieczne trwanie to ideał, do którego dążymy, choć nie do końca zdajemy sobie sprawę z konsekwencji tego, czym byłby… brak śmierci.

Wiele jest postaci w historii, które zmarły młodo i nad którymi ludzie pochylają się w zadumie, szepcząc pod nosem: „Ach, tyle jeszcze mógł/mogła osiągnąć”. Skoro zaczęliśmy od Wattsa – który miał za sobą akurat długie i barwne życie – to pozostańmy w klimatach muzycznych.

Najczęściej wspominanym przykładem ludzi, którzy odeszli zbyt wcześnie, są właśnie popularni muzycy, którzy bardzo często przez swój nietypowy (nazwijmy go „szalony”)  styl życia opuszczają ten świat bardzo wcześnie. O „Klubie 27” słyszał każdy, a stanowi go doborowe grono – są w nim m.in. Morrison, Hendrix, Joplin, Winehouse czy Cobain.

Takie same przykłady znajdziemy też np. w świecie filmu. Heath Ledger był tylko odrobinę starszy od już wymienionych gdy zmarł (29 lat), a nieco młodsza była ikona kina James Dean albo nieodżałowana, zmarła w naprawdę strasznych okolicznościach, Sharon Tate, partnerka Romana Polańskiego. I za każdym razem, przy każdym ich wspomnieniu powtarzamy – mieli przed sobą całe życie, mogli jeszcze tak wiele zrobić i tak wiele pomysłów zrealizować.

Długie życie to oczywiste życzenie każdego człowieka – wszyscy chcemy mieć jak najwięcej czasu na samorealizację, na rozwój, na doświadczanie niezwykłych momentów, na czas spędzony z rodziną i można tak wymieniać bez końca. Jeśli to czytasz – to masz spore szczęście, bo to oznacza, że urodziłeś/-aś się w doskonałym punkcie historii, w którym masz szansę na naprawdę długi żywot.

Uwielbiam ten mem, bo po pierwsze mocno go odnoszę do siebie samego, a po drugie bardzo ładnie pokazuje, jak bardzo postrzeganie własnego wieku może się “rozjechać”

Jeszcze dłużej, jeszcze dłużej musisz

Średnia długość życia, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet nieustannie wzrasta na przestrzeni dekad. Według danych GUS w samej Polsce ludzie żyją przeciętnie – zależnie od płci – od 18 do 20 lat dłużej w porównaniu z połową XX wieku. I choć zdarzają się „anomalie” zaniżające te wskaźniki co jakiś czas (wojna, pandemia COVID-19), to ogólny trend ma charakter wzrostowy.

Oczywiście wiele w tej kwestii zależy od przeróżnych czynników – np. w jakim zakątku świata przyjdzie nam się urodzić, bo w stabilnym europejskim kraju średnia będzie oscylować np. wokół 80, podczas gdy w targanym wojną państwie afrykańskim czy azjatyckim, gdzie dostęp do leków czy różnych osiągnięć medycznych jest gorszy, będzie ona relatywnie mniejsza.

Tak czy inaczej wykonaliśmy w ciągu ostatnich – powiedzmy – stu lat niesamowity skok. Wiemy dużo więcej o higienie, o zapobieganiu schorzeniom, a przede wszystkim o ich leczeniu. Żyjemy dłużej i bezpieczniej i jeśli nad naszymi głowami nie pojawią się czarne chmury konfliktu zbrojnego czy kolejnej śmiertelnej zarazy, to kolejne pokolenia będą odchodzić z tego świata coraz później i później.

To nastręcza kilka pytań, np. czy jako ludzkość będziemy w stanie dzięki osiągnięciom medycyny  czy techniki w nieskończoność przesuwać powolutku tę granicę wiekową, czy też w pewnym momencie trafimy na mur, którego nauka już nie przeskoczy?

Jak dotychczas najdłużej żyjący ludzie byli w stanie osiągnąć (potwierdzony) wiek około 115-120 lat. Rekordzistka pod tym względem, pochodząca z Francji Jeanne Calment, swoje ostatnie tchnienie wydała w imponującym wieku 122 lat. To oczywiście absolutny ewenement, ale czy za wiek lub dwa nie okaże się to… standardem?

Okres starości nie musi być wcale zły, ale praktyka pokazuje, że najczęściej bywa on dość trudny (fot. Andrea Piacquadio, fot. Pexels).

Biologii nie oszukasz. A może jednak?

Pozostaje jednak pytanie, w jakim kierunku poszłoby to hipotetyczne wydłużanie życia. Gdyby każdy z nas osiągał tę magiczną barierę 120 lat, to na papierze wygląda to wspaniale, ale praktyka pokazuje przecież, że starość bywa  straszliwie trudna. Jeśli więc przekroczymy 70 lat i od tego momentu przez kolejne pół stulecia mamy się zmagać ze wszystkimi schorzeniami charakterystycznymi dla podeszłego wieku, nawarstwiającymi się z roku na rok, to… jaki to ma sens?

Nie twierdzę oczywiście, że będąc emerytem, także takim zmagającym się z różnymi przypadłościami zdrowotnymi, nie można prowadzić fantastycznego żywota. Warto by było jednak „przesunąć” w czasie potencjalne schorzenia geriatryczne, by można cieszyć się długim życiem w pełni. Nie jest zresztą nowością fakt, że naukowcy już nad pewnymi rozwiązaniami pracują.

Od wielu lat słyszy się przecież o kolejnych próbach odwrócenia procesu starzeniaf18 się komórek, który jest przyczynkiem do rozwijania się chorób różnego rodzaju. Prace nad powstrzymaniem biologicznego zegara jeszcze nie przyniosły prawdziwego przełomu, ale – jak się zdaje – dotychczasowe wyniki są na tyle obiecujące, że wszelkie badania w tym temacie będą kontynuowane.

Kiedyś (np. tutaj oraz tutaj) zahaczyłem o temat tego, w jaki sposób możemy pozostawiać po sobie ślad na tym świecie po własnym zgonie. Sposoby są różne – teraz zapisujemy wszelkie ślady z naszego życia choćby w mediach społecznościowych, więc przynajmniej w teorii, przy odpowiedniej liczbie backupów, mogą one krążyć w internetowej chmurze w nieskończoność. Choć opcja ta jest krucha, bo wystarczy jeden pożar w serwerowni no i… właśnie.

Możemy też zostać „zachowani” czy „przywróceni do życia” jako cyfrowe kopie, hologramy z realistyczną mimiką, do tego operujące naszym precyzyjnie odtworzonym głosem. Brzmi jak niezłe bajania, ale tego typu projekty już istnieją i bez wątpienia będą rozwijane. No i jest jeszcze kolejna opcja, o której wspomina się – co najmniej – od przełomu XX i XXI wieku, czyli zgranie własnej pamięci na dysk jakiegoś potężnego komputera i wieczne życie w formie samoświadomego, elektronicznego bytu.

To jak klasyczna opowieść science fiction, ale to wszystko jest naprawdę rozważane i nie możemy wykluczyć, że przy takim rozwoju technologicznym, przy takich technologicznych skokach, jakie wykonujemy od ostatnich 100, 200 lat nie będzie to kiedyś możliwe.

„Trzy etapy życia ludzkiego”, obraz autorstwa Giorgione, 1500-1501. Mocno do mnie przemawia.

Długość stanu żywotności

Powróćmy jednak jeszcze na moment do aspektu biologicznego. Załóżmy, że doszliśmy do punktu, w którym jesteśmy w stanie rozciągać w nieskończoność nasze życie, albo „resetować” procesy starzenia w naszych organizmach. Jednym słowem – pokonaliśmy śmierć, osiągnęliśmy nieśmiertelność. No, ewentualnie doprowadziliśmy do tego, że niczym postacie mitologiczne żyjemy przeciętnie np. 963 lata, a przy tym przez zdecydowaną większość czasu cieszymy się dobrym zdrowiem i młodzieńczym wręcz wigorem.

Brzmi jak bajka, ale zarówno na poziomie kolektywnym, jak i indywidualnym pojawiają się pewne problemy, jak to często dziś bywa, z pogranicza techniki, filozofii i etyki. Gdybyśmy jako gatunek ludzki nagle przestali wymierać – to jak szybko dotknąłby nas wszystkich problem przeludnienia, który w niektórych rejonach świata już dziś jest realną trudnością, a w tej naszej hipotetycznej przyszłości byłby wyzwaniem w prawdziwie globalnej skali. Cóż by się wówczas stało? Czy nadszedłby czas kategorycznego zakazu rozmnażania się?

Jak bardzo zmieniłoby się życie codzienne?  Czy dobrym momentem na wyprowadzenie się od rodziców byłby wiek 80, 120 lub 200 lat? Jak różne byłyby to wskaźniki dla każdego regionu świata? A jak wyglądałby rynek pracy, na którym od wieku w danym zawodzie siedzi ta sama grupa osób i nie ma w zasadzie miejsca na nowych specjalistów?

No i kwestie indywidualne. Czy potrafilibyśmy wykorzystać tak ultradługie życie? Czy przyniosłoby nam satysfakcję? Czy nasze relacje z bliskimi bardzo by się przez to zmieniały? Czy życie w ogóle by nas ekscytowało i czy mielibyśmy wielkie ambicje, wiedząc, że gdzieś na horyzoncie nie majaczy niechybny kres wszystkiego?

Pewnie rozmyślanie o tym nie ma teraz wielkiego sensu – mówimy bowiem o problemach, które pojawią się zapewne dopiero za setki lat, jeśli w ogóle, bo szanse na to wszystko są jeszcze na razie stosunkowo niewielkie. Czy jednak takie mocno hipotetyczne, nawet lekko marzycielskie rozważania nie są tym, co końcowo pcha ludzkość do przodu?

A na razie korzystajmy z tego około osiemdziesięcioletniego życia, które już mamy. Bo jak to śpiewał Krzysztof Krawczyk, życie jest za krótkie, żeby pić marne wino. I definitywnie za krótkie, by przejmować się jego nieodłączną jak na razie częścią – śmiercią.

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *