Czasami pukamy się w czoło widząc, jak pokolenie naszych rodziców czy dziadków potrafi rok w rok, 40 lat z rzędu, oglądać „Misia” czy „Samych swoich” i śmiać się w kółko z tych samych żartów albo zachwycać się tymi samymi scenami. Problem w tym, że młodsi działają według takich samych schematów – tylko naszym „Misiem” jest Gothic, a Kargul i Pawlak to kleryk i barbarzyńca z Heroes III.

W życiu zapamiętujemy przede wszystkim swoje pierwsze razy – pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwszy papieros palony po kryjomu albo pierwszy dzień w nowej szkole. Niemniej ważne jest odpalenie pierwszego mocnego kompa z dostępem do Internetu, bo to otwiera niesamowite możliwości majaczenia przed monitorem do późnych godzin nocnych.

Pamiętam swój pierwszy mocniejszy komputer, był wyposażony w m o c a r n ą (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało) kartę graficzną GeForce FX 5500 i potrafił zdziałać cuda, czyli odpalić jakąkolwiek ówczesną grę. W 2005 roku PC w moim pokoju przestał więc być jedynie atrapą, a stał się poważną machiną do grania – najpierw głównie w Postala 2, bo to był najlepszy wybór dla mnie, wówczas 11-latka.

Z czasem jednak, gdy akurat nie trollowałem ludzi na jakichś Czateriach, zacząłem też ogrywać inne tytuły, a pomagali mi w tym koledzy z klasy, którzy przychodzili na wspólne gamingowe sesje ze swoimi pirackimi płytkami zawierającymi pełne wersje i, oczywiście, odpowiedniego cracka. Raz wpadł do mnie kumpel z tajemniczą płytą CD (albo może i kilkoma płytami), w odcieniach złota i z logiem firmy Verbatim. Nabazgrany był na  niej flamastrem napis GOTHIC.

Witamy w kolonii

Kto grał w Gothica w dzieciństwie, ten wie, jaki podniosły był to moment. Kto nie grał, ten już pewnie raczej nie pogra, bo to dzieło prawdopodobnie odrzuci go dość szybko archaiczną dziś mechaniką, siermięgą niektórych rozwiązań i, bądź co bądź, kanciastą grafiką. Zresztą nie musiało mijać wcale 20 lat od premiery, bo nawet w momencie wejścia na rynek Gothic posiadał swoje wyraźne przywary.

Dość powiedzieć, że jak kolega w końcu poszedł do domu, to kompletnie przestałem ogarniać sterowanie  i dopiero na drugi dzień w szkole musiał mi tłumaczyć, że żeby gadać z NPC-ami należy podejść odpowiednio blisko i jednocześnie klikać strzałkę w górę oraz lewy przycisk myszki. Nie wiem, czy to gorzej świadczy o rozwiązaniach w grze, czy o moim 11-letnim móżdżku. Kolejną palącą kwestią było wchodzenie na drabiny, ale z tego to mój kolega musiałby zrobić dwugodzinny wykład w stylu TEDx.

Mimo licznych bugów pokochałem Gothica szczerze, a potem także i Gothica II, III już mniej, chociaż daleko mi do jakiejś srogiej krytyki tej części. Spędziłem (wielokrotnie) świetny czas z tą serią. Prawdopodobnie byłaby ona jedynie ulotnym wspomnieniem, czymś, co w jednej z szufladek mojego umysłu spoczywałoby obok kart Yu-Gi-Oh i Tamagotchi w kształcie Pikachu, ale jest jeden problem – ta gra dalej żyje.

Aby nie roztopić mojego mózgu, niczym loda Kaktus zostawionego na rozgrzanym parapecie, omijam szerokim łukiem kartę „Na czasie” na YouTube. Zamiast tego bardzo często oglądam filmiki powstałe na bazie zabawy z Gothikiem – od tzw. sklejanek, czyli filmików opartych o żonglowanie zawartymi w grze dialogami, przez przechodzenie gry w jak najkrótszym czasie, albo bez zbroi, albo z najgorszą bronią w grze, aż po rozrywki wielkich umysłów, czyli przywoływanie kodami 10 obywatelek miasta, żeby walczyły z czarnym trollem. Ostatnio moje serduszko skradł  JohanIngeborg, który skleił gothicowy lo-fi soundtrack.

Tych produkcji jest tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy i wciąż ich przybywa. Cały czas tworzone są nowe mody, niektóre naprawdę pokaźnych rozmiarów. Społeczności skupione wokół gry (na czele z taką, najlepszą z nich jak dla mnie, Gothicawką), cały czas żyją, funkcjonują, ba, rozwijają się. Nie jest to zresztą jedynie „przypadłość” związana z przygodami Bezimiennego.

Czy rushować kapitol? Czy diamenty kopać?

Heroes III to gra jeszcze starsza niż pierwszy Gothic, bo pochodząca z 1999 roku. Jasne, przed nią i po niej też były ciekawe produkcje w tej serii, ale to właśnie „trójka” jak raz podbiła serca graczy, to już w nich została. Strategiczna gra turowa co prawda nie pozwala na tworzenie przeróbek na miarę tych związanych z Gothikiem, ale za to po ponad dwóch dekadach cieszy tak samo i – przynajmniej moim zdaniem – młodsi odbiorcy nie powinni się od niej odbić, nawet zaczynając swoją przygodę z nią w 2021 roku. Heroes III, choćby bez HD moda, dalej wyglądają przyjemnie i baśniowo, a sam sposób rozgrywki nie zestarzał się kiepsko, jak to bywa po takim czasie od premiery.

To dlatego, oprócz standardowej rzeszy fanów skupionej w różnych internetowych społecznościach, mamy w przypadku „Hirołsów” także do czynienia z odbywającymi się cały czas licznymi turniejami, na czele z zapoczątkowanymi w 2018 roku (sic!)  Mistrzostwami Polski. H3 to ponadto wciąż wielka inspiracja – przepiękny soundtrack z gry został podjęty przez Heroes Orchestra i, a niech mnie Sokoli Wzrok, to jest muzyczne ciastko z kremem.

Jeśli kojarzycie końcową scenę z „Szeregowca Ryana”, w której Matt Damon starzeje się w jednym momencie zamieniając się w 68-letniego Harrisona Younga (O, ironio!), to już wiecie, jak się poczułem, gdy zdałem sobie sprawę, że Minecraft w tym roku będzie świętować 10.rocznicę oficjalnego wydania. Zleciało to bardzo szybko, choć mam wrażenie, że w przypadku tej gry wystąpiła akurat sinusoida zainteresowania.

Zaraz po premierze na PC w listopadzie 2011 roku nastąpił pierwszy minecraftowy szał, do którego także dołożyłem swoją cegiełkę aktywności, kopiąc sobie przez dłuższy czas surowce i opędzając się od creeperów. Wtedy, mam wrażenie, bawił się w to niemal każdy gracz, niezależnie od wieku, potem nastąpiło jakieś nagłe tąpnięcie zainteresowania i wierni grze zostali już raczej tylko ci młodsi odbiorcy, a od jakiegoś czasu znowu Minecraft zewsząd na mnie wyskakuje.

Na pewno dużo w tej sprawie zrobił fakt, że wokół MC udało się zorganizować cały gigantyczny merch, którego ślady można zobaczyć w wielu miejscach – od straganów przy Krupówkach (w formie tandetnych, podrobionych koszulek) po salony prasowe (w formie oryginalnych albumów i setek poradników, jak i co kopać). Można więc rzec, że Minecraft jest w połowie dystansu, który już pokonał Gothic z Heroesami – i dalej trzyma się znakomicie, więc ludzie przez całą dekadę są w stanie do niego wracać, albo grać ciurkiem po tysiące godzin (a potem tracić save’a i płakać gorzko).

Nam strzelać nie kazano

W sprawie gier typu „bumerang” (czyli wiecznie powracających) przychodzi mi do głowy jeszcze jeden przykład, choć nieco odmienny od wcześniejszych i – tak mi się wydaje – mniej rozpoznawalny dla wielu. Ten sam kolega, który raczył mi przekazać dar wspaniałego dzieciństwa z Gothikiem, pokazał mi też jeszcze jedną grę, tym razem nie wymagającą spiracenia, bo dostępną za darmo – Wolfenstein: Enemy Territory. ET było klasycznym sieciowym shooterem choć sam jego charakter był dosyć nietypowy – funkcjonował jako niezależne rozwinięcie multiplayera słynnego Return to Castle Wolfenstein.

Muszę przyznać szczerze – spędziłem przy tej grze na pewno kilkaset godzin w przeciągu wielu lat, od podstawówki aż do liceum i bawiłem się wyśmienicie. Nie była to gra pozbawiona wad – oj nie. Najbardziej frustrujące było zupełnie losowe zaklinowanie się w teksturze. Jeśli przypadkiem zrespiliście się gdzieś w kącie pomieszczenia – no to nie pozostało Wam nic innego, jak wysłanie się na tamten cyfrowy świat granatem i spróbowanie szczęścia po odrodzeniu.

Pewnie pozostałbym przy ET jeszcze dłużej, ale w 2011 nastał czas na wymianę komputera – upragnioną, bo mój poprzedni został złożony w czasach, gdy po kilku miesiącach już był w zasadzie dość przestarzały (a przynajmniej ja tak to zapamiętałem), więc rzuciłem się za nadrabianie wydanych przez ostatnie lata tytułów. Kiedy jednak próbowałem wrócić do ulubionej strzelanki okazywało się, że ta zwyczajnie padła – zdechła, odwaliła kitę, kopnęła w kalendarz, wąchała kwiatki od spodu. Ludzi po prostu po tylu latach wymiotło z serwerów, które świeciły pustkami, jeśli w ogóle jeszcze stały – w pewnym momencie można było je chyba na palcach dwóch rąk policzyć.

Tymczasem pod koniec 2018 roku gruchnęła wiadomość, że rozpoczęto prace nad fanowskim projektem ET Legacy, dzięki któremu gra została dostosowana do nowszych systemów (sam ją ogrywałem na poważnie co najwyżej na poczciwym XP), odświeżono także nieco jej wygląd i poprawiono niektóre z błędów.

I co? Panie doktorze, jak ręką odjął. Społeczność odżyła, a ci wszyscy dziwni Finowie i Estończycy, z którymi ogrywałem oryginalne Wolfenstein: ET znowu przypomnieli sobie o istnieniu tego diamentu wśród darmowych gier online. Jak widać trupa można nie tylko upudrować, ale i faktycznie przywrócić go do życia (niczym nekromanta z Heroesów, tyle że nie w stylu szkieletorni).

Gry bez recepty

Jak to się więc dzieje, że niektóre gry potrafią hulać w świadomości wielu graczy 5-10-15-20 lat po premierze, a o niektórych zapominamy po 2 miesiącach i nie mają one nigdy szansy na „powstanie z grobu”? Byłbym głupcem, gdybym starał się, przy całym zróżnicowaniu rynku gier, kreślić tutaj jakieś uniwersalne zasady. Jest jednak chyba coś w tym, że warto oddać wiele, jeśli nie wszystko, w ręce fanów. Bo kiedy nawet najlepsze gry, z najwspanialszymi mechanikami, grafikami i soundtrackami w końcu się nudzą, to na białym koniu wjeżdża jakiś gothicowy czy heroesowy maniak, który zaczyna organizować turnieje, tworzyć nowe historie do lore, produkować machinimy z prędkością, z jaką leningradzka fabryka czołgów produkowała kolejne pojazdy w 1944 roku.

Jednym zdaniem – trzeba dać ludziom jak najwięcej swobody, a oni już nie pozwolą ulubionej grze zginąć. I takich rozwiązań życzę jak największej liczbie tytułów.

Jeśli macie gry, do których powracacie wciąż i wciąż od wielu lat, to chętnie o tym poczytam w komentarzach. Ja tymczasem lecę instalować Gothica – jeszcze go nie przechodziłem jako mag ognia w samych gaciach, bez żadnych czarów.

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

2 myśli na “Za Gomeza, za Erathię! Dlaczego jesteśmy w stanie grać przez 20 lat w Gothica i Heroes III?

  1. Mateusz Mędak pisze:

    Jest jeszcze jedna gra.
    Dokładnie gra rts-rpg – Original War

    1. SmartMe pisze:

      Ach, powrotów nostalgicznych mamy sporo 😀 Ale Gothic i Heroes mają specjalne miejsce ;P Może jeszcze Diablo 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen − three =