Mam takie przyzwyczajenie, że praktycznie zawsze klikam łapkę w górę pod materiałami moich ulubionych youtuberów – po prostu jako wyraz wirtualnych, pozytywnych emocji. Dużo rzadziej z kolei klikam łapki w dół, bowiem uwielbiam siedzieć w swojej banieczce i jeśli wiem, że dana osobistość internetowa (dziwnie to brzmi) mnie od zawsze irytowała, to po prostu omijam jej materiały szerokim łukiem – i tyle. Być może to jednak za łapkami w dół niebawem zatęsknię, bo YouTube planuje je wyłączyć, przynajmniej do pewnego stopnia. Witajcie w milutkim świecie – ale czy na pewno tak milutkim, jakby chcieli decydenci serwisu?

Są takie informacje, które z jednej strony wydają się czymś oczywistym, z drugiej zaś – gdy je przypadkowo usłyszymy – topią nam mózg w jednym momencie. Na którejś facebookowej grupce lub tamtejszym fanpage’u przeczytałem raz, że kiedy umierał papież Polak, to YouTube praktycznie nie funkcjonował – firma była już założona, ale pierwszy film pojawił się na stronie dopiero 24 kwietnia 2005 roku.

No kurdebele, rzeczywiście – pomyślałem sobie, a potem przypomniałem sobie te beztroskie czasy podstawówki i moje pierwsze kroki w necie, bo stałe łącze pojawiło się w domostwie mym mniej więcej w tamtym czasie. Wówczas naszła mnie myśl podobna do tej, która potrafi poderwać w nocy człowieka z łóżka (w stylu „gdzie jest mój akt urodzenia”): hej, przecież ja na początku obecności w Inernecie nie korzystałem prawie w ogóle z YouTube’a. Używałem Google Video.

To na Google Video, serwisie zapomnianym przez historię i ludzką cywilizację, oglądałem pierwsze „śmieszne filmiki”. GV, starsze tylko odrobinę od YT (zależy jak liczyć  – o 2,5 tygodnia lub o kilka miesięcy) pozwalał początkowo na zamieszczanie materiałów bezpośrednio na stronę. Potem bardzo szybko przegrał on  walkę z konkurentem (jeśli można tu mówić o konkurencji) i zaczął agregować jego materiały.

Zacząłem brnąć dalej we wspominki, ale nie byłem w stanie sobie przypomnieć, kiedy dokładnie założyłem właśnie konto na YouTube – służące praktycznie wyłącznie do oglądania i komentowania, chyba tylko testowo wrzucałem na nie przez te wszystkie lata jakiekolwiek filmiki (i to ze statusem „niewidoczne”). Sprawdziłem w końcu moje najstarsze konto dokładnie – okazało się, że rejestracji dokonałem w połowie grudnia 2007 roku.

W Internecie to więcej niż wieczność – blisko 14 lat zmieniło Międzysieć nie do poznania, a YT przeszedł niebywałą metamorfozę – pamiętam na przykład, że jakoś w momencie, gdy zakładałem konto, nie istniały w ogóle łapki pod filmikami. Były gwiazdki.

Metoda była całkiem angażująca – pod materiałem widniała skala pięciu gwiazdek i użytkownik musiał się w sumie chwilę zastanowić, czy oglądany przez niego filmik, jak facet śmieje się „nioch, nioch, nioch”, zasłużył na dwie, czy może pięć gwiazdek, lub coś pośrodku (wówczas to była najśmieszniejsza rzecz świata – a więc pięć gwiazdek).

W centrali YT uznano chyba jednak, że ta metoda jest niemiarodajna albo przestarzała, bo z biegiem czasu system ocen uproszczono – dotarliśmy do słynnych łapek w górę i w dół, o których youtuberzy uwielbiają mówić na każdym kroku – to ich ulubiona przypominajka, zaraz obok tego, by kliknąć w dzwoneczek (czyli żeby użytkownik ustawił sobie powiadomienia nt. przygotowywanych przez nich treści) oraz by zasubskrybować. Ewentualnie zostawić komentarz, jaki jest ulubiony wał korbowy użytkownika, jeśli akurat materiał dotyczy wałów korbowych.

Łapki to jeden z symboli YouTube’a – przez całe lata stanowiły swoisty wyznacznik jakości danego materiału, pewne ostrzeżenie, czy warto w ogóle filmik oglądać, tudzież czy jakieś konkretne dzieło jest mocno angażujące odbiorców. Tak było – ale równowaga została zachwiana.

Łapka na pożegnanie

Jakiś czas temu YT rozpoczął testowy program dezaktywacji łapek w dół pod filmikami – stąd jeszcze w przedpandemicznych czasach media zwracały uwagę, że szykuje się mała rewolucja w funkcjonowaniu portalu. Teraz zostało to ogłoszone całkiem oficjalnie – łapki w dół na pewno znikną z serwisu. Choć, by być precyzyjnym, trzeba napisać, że zniknie związana z nimi statystyka.

Przycisk dalej ma być widoczny w serwisie i – jeśli materiał nie przypadnie nam do gustu – wciąż możemy ocenić go negatywnie. Tyle tylko, że już nie zobaczymy licznika zawiedzonych reakcji – ten będzie widoczny wyłącznie dla osoby uploadującej wideo. Ach, no i dwie ważne sprawy – liczba „łapkowań” w górę będzie cały czas dostępna, a kciuk w dół dalej sprawi, że algorytm będzie np. mniej chętnie podsuwał nam twórczość danego youtubera (skoro nas ona nie cieszy).

Tą w gruncie rzeczy przełomową zmianę ogłosił niedawno Matt Koval, szef departamentu YT dotyczącego twórców (w oryginale „Head Liaison”, czyli na upartego „główny łącznik”). Oficjalny komunikat brzmi tak: łapki w dół zostają połowicznie zdezaktywowane i usunięte, bo chcemy uniknąć „ataków wystawiania takich ocen na platformie”, a nasze badania wskazują, że ta metoda działa – bo jeśli ktoś nie widzi licznika łapek w dół, to jest mniej chętny dać taką z powodu własnego kaprysu, a nie realnego osądu. A portal ma być środowiskiem przyjaznym dla twórców, bezpiecznym dla ich kreatywności.

O ironio, licznik łapek w dół pod tym filmikiem wynosi – w momencie pisania tego tekstu – 220 tys. do 16 tys. „pozytywów”. Społeczności taka decyzja więc albo się nie spodobała, albo… no właśnie, klikają w ten sposób na przekór wielkiej internetowej korporacji. Ciekawy jest jednak jeszcze jeden wątek, na który zwrócił uwagę np. Spiders’ Web: do tej decyzji odniósł się Jawed Karim, jeden z założycieli YT (obok Chada Hurley’a i Steve’a Chena).

Karim zrobił to w typowy dla siebie sposób – na swoim kanale, w opisie filmiku „Me at the zoo”, pierwszego w dziejach załadowanego na YT materiału (Premiera wiekopomnego dzieła miała miejsce 24 kwietnia 2005 – kojarzycie już?). Jeden z założycieli strony, która odmieniła oblicze Internetu, tego Internetu, skrytykował ukrycie łapek w dół.

Jawed zaczął „z wysokiego C” – porównał mało entuzjastyczne, jego zdaniem, wystąpienie Kovala do wystąpienia Jeremiaha Dentona, amerykańskiego admirała, który został porwany w trakcie wojny wietnamskiej do niewoli i musiał wziąć udział w propagandowym filmie. W trakcie nagrywania przez wroga wysłał – mrugając – wiadomość kodem Morse’a – „tortura”.

Mocno, no nie? Jawed Karim przejechał się po nowej koncepcji włodarzy YT pisząc, że usunięcie łapek w dół nie jest decyzją, którą wsparłby chociaż jeden twórca, bo nie jest ona dobra ani dla niego samego, ani dla portalu w ogólnym rozrachunku. Jak dodaje współzałożyciel YT, „istnieje powód takiej decyzji, ale nie jest on zbyt dobry i nie zostanie on ujawniony”, a badania, na których opierają się decydenci „przeczą zdrowemu rozsądkowi”.

Karim dodał też, że w przypadku strony takiej, jak YouTube, ważna jest jednak „mądrość tłumów”, a dotychczasowy system oceniania pomagał łatwo odsiewać treści dobre od tych złych i eksponować właśnie te bardziej wartościowe. Których jest niestety mniejszość. Zdaniem Jaweda to zagrożenie sprawiające, że youtubowa twórczość spadnie w otchłanie przeciętności.

YouTube in minus

Ciężko się nie zgodzić z wieloma uwagami, które można obecnie wyczytać w opisie „Me at the zoo”. Licznik łapek w dół to – przynajmniej w moim wypadku – pierwsza rzecz, która przykuwa uwagę po wejściu w dany materiał. Duża liczba tych swoistych minusów daje do myślenia – to dzieło z jakiegoś powodu budzi negatywne emocje, jest kontrowersyjne albo nieciekawe. I tak oczywiście zawsze przy takiej okazji oglądam go choć kawałek, ale jeśli czuję, że youtuber/-ka opowiada kocopoły, to stosunek ocen mi podpowiada, że taki stan rzeczy nie zmieni się do końca.

Z drugiej strony to zawsze jest dla mnie wskazówka, że materiał chociaż budzi emocje, a więc będzie i dla mnie potencjalnie angażujący – w sposób pozytywny lub negatywny, więc czasem może jednak będzie warto zacisnąć zęby i dooglądać do końca. Jest jeszcze kolejny istotny aspekt – czasami potrzebuję tutoriala albo wskazówki, jak np. pozbyć się buga w grze lub w ogóle przejść jakiś nieoczywisty etap. Wówczas szukam wskazówek na YT i jeśli widzę, że wideo ma dużo negatywnych ocen, to wiem, że rozwiązanie nie działa albo dla większości jest bezużyteczne – i szukam od razu dalej. Bez tego mechanizmu werdyktów zmarnuje sporo więcej czasu w podobnych przypadkach.

Nie trafia do mnie również argument o próbie sprawienia, że YT będzie bardziej przyjazny twórcom – brak krytyki w ogóle nie jest rozwojowy i jest równie kiepski, co krytyka niemerytoryczna. Twórcy i tak zobaczą, że ich filmik okazał się katastrofą i – nie wiem, może to o to chodziło – zrobi im się tak czy inaczej smutno.

Muszę jednak przyznać, że istnieje nieco logiki w argumentacji YouTube’a. Faktycznie zdarzają się – nawet dosyć często – „rajdy” na niektóre kanały mające na celu danie pod filmikiem w ciemno łapki w dół i ucieknięcie dalej bez zaznajomienia się z prezentowaną treścią. To jest fakt, coś niezaprzeczalnego, ale jeśli ktoś mimo wszystko spędził swoim życiu w Internecie więcej, niż 15 minut, ten zdaje sobie sprawę, że taki Justin Bieber „dla sportu” dostanie setki tysięcy „negatywów” – bo ma grono antyfanów równie zaciekłych jak psychofanów, a nie dlatego, że jakiś jego konkretny kawałek to zwykła lipa. Więc warto tak czy inaczej przesłuchać do końca.

Nie mam zamiaru snuć teorii o tym, dlaczego YouTube podejmuje tak kontrowersyjną i wybrakowaną pod względem logiki decyzję. Widocznie musi się to firmie w jakiś sposób opłacać – lub przynajmniej jej zarząd jest przekonany, że się to opłaci. Inaczej by chyba nie pchali się do jaskini niedźwiedzia.

Ja daję tej decyzji łapkę w dół. Chociaż może pora wrócić do gwiazdek.

 

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *