Podobno najgorszą skazą świata nowoczesnego jest fakt, że dzieci się już nie bawią na dworze tylko w te kąkutery klikają. Jest to oczywiście potworna hiperbola, natomiast osoby ją powielające mają teraz nowy, atrakcyjny cel narzekań: żołnierzy! Wirtualna rzeczywistość staje się bowiem coraz istotniejsza przy szkoleniu wojaków.

Każdy, kto pamięta czasy wczesnego wykorzystywania 3D w grach komputerowych z pewnością z uśmieszkiem  wspomina, jak przed dwudziestu kilku laty dość toporne, ciosane niczym w drewnie postaci i obiekty w grach uznawało się za niebywale realistyczne. Jeśli ktoś tych czasów nie pamięta, to z pewnością kojarzy tę sytuację z memów wyśmiewających podejście, które –co tu dużo ukrywać – mocno się zdezaktualizowało.

Skok technologiczny, jaki wykonaliśmy bowiem od lat 90. Jest ogromny i nie trzeba o tym naprawdę nikogo przekonywać. To się tyczy oczywiście także oprawy wizualnej gier, w której od najprostszych modeli składających się z kilku kwadracików przeszliśmy do hiperrealistycznej grafiki. A do grafiki niehiperrealistycznej, choć bardzo atrakcyjnej dla odbiorcy, doszliśmy lata temu, bo – moim skromnym zdaniem – już w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Do dziś gdy spojrzę na pewne produkcje z tamtego okresu  to mam wrażenie, że – choć oczywiście wyraźnie się zestarzały – to wciąż posiadają miłą dla oka estetykę, choć przywykliśmy już do znacznie ładniejszych chwytów wizualnych.

I tak np. Call of Duty 2 mimo lat, które upłynęły od jego premiery, wciąż wygląda całkiem przyjemnie, mimo że modele postaci już na kolana z całą pewnością nas nie powalą. Trochę inaczej mam w przypadku Half-Life’a 2 (Gdzie trójka Gabe? Gdzie ona jest? To już nie jest śmieszne!). Uważam tę grę za prawdziwe arcydzieło, pod wieloma względami, także ze względu na grafikę, która po kilkunastu latach dalej jest – przynajmniej dla mnie – śliczna.

No i mamy w końcu twory od Cryteka, które już ponad 15 lat temu spalały karty swoją mocą. O ile pierwszy Far Cry, robiący piorunujące wrażenie w momencie premiery, nie wygląda już specjalnie intrygująco, nawet biorąc pod uwagę czas, który upłynął, o tyle pierwszy Crysis dalej ma sporo uroku.

Teraz jednak jesteśmy już w momencie, gdzie naprawdę coraz trudniej będzie nam odróżnić rzeczywiste obrazy od tych, które powstały w studiach produkcyjnych. Ostatnio obejrzałem kawałek gameplay’u z Ride’a 4 w wersji na Play Station 5 i dosłownie wbiło mnie w fotel gdy zobaczyłem, jak łudząco podobne do rzeczywistości jest to nagranie. Oczywiście było ono zapewne stworzone w „syntetycznych” warunkach, co nie zmienia faktu, że widok jest imponujący.

Virtual roads, take me home

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ naszła mnie refleksja, że przy takich możliwościach niebawem różnego rodzaju treningi czy szkolenia nie będą mogły się obyć bez wirtualnych symulacji, które – w praktycznie domowych warunkach – będą przynosić doznania porównywalne z operowaniem w terenie. A że nie zawsze istnieje sposobność, by szkolenie mogło się odbyć „na żywca”, to jest to świetna wiadomość.

Jak się okazuje, tyczy się to także tak kluczowej sprawy, jaką jest wojskowość. W ostatnim czasie „Komputer Świat” przypomniał, że prowadzone są  – chyba już dość zaawansowane – testy tzw. STE, czyli Synthetic Training Environment. To więc nic innego jak wygenerowane komputerowo środowisko, które ma przyczynić się do szkolenia żołnierzy – w tym przypadku członków sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych.

Nie jest to oczywiście taka nowa koncepcja, bo każdy fan gier komputerowych zna ciekawostkę o tym, że America’s Army, wydana po raz pierwszy blisko 20 lat temu, miała być swoistym symulatorem pola bitwy, takim „haczykiem” dla potencjalnych rekrutów U.S. Army (bo to właśnie, bez niespodzianki, był producent tego dzieła). Oczywiście wówczas AA było czymś nieporównywalnym względem doznań z poligonów.

Teraz ma się to jednak zmieniać. Choć zamieszczane  w sieci materiały promujące STE nie wbijają może w fotel stopniem realizmu, to… nie ma się co temu dziwić, bo amerykańska armia z dużą dozą prawdopodobieństwa wolała postawić na użyteczność swojego środowiska, a nie na wizualne fajerwerki. Tak jest jednak przynajmniej na razie, bo fotorealizm stanie się i w takich symulatorach czymś oczywistym  szybciej niż później. I co wówczas?

Piach, bagno, czy śnieżne zaspy – dzięki wirtualnym środowiskom w stylu STE będzie można symulować każde warunki (fot. Defence-Imagery, Pexels).

Poligon typu symulowanego

Wówczas żołnierze będą mogli przy użyciu najzwyczajniejszych gogli VR zdobywać „doświadczenie bitewne” bez postawienia stopy na faktycznym polu bitwy lub wspomnianym już poligonie. Oczywiście będzie to jedynie uzupełnienie prawdziwego treningu, ale to rozwiązanie da naprawdę sporą przewagę wojakom bo pozwoli im się sprawdzić w tysiącach scenariuszy – i scenerii – których zorganizowanie nie zawsze byłoby możliwe „w prawdziwości”, jak to mawiał Klocuch.

Nie zawsze można bowiem od tak przenieść sobie żołnierza na pustynię czy skute lodem zbocze góry – by to zrobić potrzebna jest z reguły cała operacja logistyczna, a przy zastosowaniu – odpowiednio już podrasowanego – STE członek armii będzie mógł sprawdzić, jak się mu celuje w warunkach burzy piaskowej czy śnieżycy. Potem, by mieć w ogóle wartość bojową, tak czy inaczej będzie musiał połazić po piachu i zapadającym się śniegu, ale o ile łatwiej odnajdzie się w takich okolicznościach?

Podobnie będzie w przypadku różnych przygotowanych scenariuszy – jeśli symulator będzie w stanie postawić przed żołnierzem realistycznych, choć złożonych z pikseli oponentów, to nasz strzelec będzie w stanie sprawdzić się przy tysiącach potencjalnych zadań, które w normalnych warunkach byłyby nie do odtworzenia.  Jeśli major miałby choć odrobinę poczucia humoru, to mógłby odtworzyć nawet słynne de_dust2 (swoją drogą będące ostatnio w ogniu krytyki po najnowszych zmianach).

Gdyby odpowiednio „zdefaultować” stanowisko pilota czy strzelca, to mógłby on przynajmniej w ograniczonym zakresie spróbować „operowania” różnymi maszynami, które dla jego jednostki są niedostępne (albo w ogóle dla jego armii). Nie zastąpi to oczywiście prawdziwego doświadczenia, ale lepsze będzie takie, niż żadne, zwłaszcza, że ponownie może powstać masa kombinacji dotyczących np. ukształtowania terenu czy warunków pogodowych.

Komputerowy pocisk (nie)miłości

Jak to mawiają starzy górale – sprawa jest rozwojowa. Dziś chyba nie możemy jeszcze mówić o hiperrealistycznych symulatorach pola walki, choć przecież żadna armia nie musi się chwalić wszystkimi swoimi zaawansowanymi nowinkami technologicznymi… Mimo wszystko jest to kierunek, który ewidentnie warto rozważyć i w który siły zbrojne całego świata będą uderzać coraz częściej – mając oczywiście odpowiednie nakłady finansowe na ten cel. W przypadku mniej zmodernizowanych armii, które często muszą czekać dziesięciolecia na wymianę sprzętu, takie rozwiązania będą jeszcze długo niedostępne.

Nikt, a już zwłaszcza wysoko postawieni dowódcy, nie będzie na tyle nierozsądny, by żołnierski trening pozostawiać jedynie w świecie wirtualnych zmagań. Takie technologie jak STE będą jednak doskonałym uzupełnieniem szkolenia w terenie, a jeśli do tego będą stale i sensownie rozwijane, to będą jednym z naprawdę istotnych elementów przewagi nad wrogiem. Bo dokładniej wyszkolony żołnierz to w oczywisty sposób dużo groźniejszy żołnierz.

Także niczym członek wojskowego wywiadu rzeknę – warto to śledzić, bo robi się arcyciekawe!

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *