Wprowadzanie paywalla przy treściach w Internecie bywa z pozoru ryzykowne – to operacja, przy której przynajmniej w teorii można mocno przestrzelić i sprawić, że wielu użytkowników od nas zwyczajnie odejdzie. Praktyka jednak pokazała, że płacenie za dostęp do różnych materiałów już „okrzepło” w sieci, zwłaszcza w przypadku mediów. A jak sobie poradzi z tematem Twitter, który chce wprowadzić – uwaga – Super Follow?

Pamiętam, jak kilka lat temu z Zachodu – no bo skąd, wiatr zawsze wieje przecież z Zachodu – przybyła nad Wisłę moda stawiania paywalli za artykuły na portalach. Początkowo to rozwiązanie było implementowane dość nieporadnie – np. jeśli ktoś chciał ominąć opłatę, to nic prostszego – trzeba było sobie odpowiednio przekleić URL do Google’a i wirtualna ściana znikała, a czytelnik mógł się nie martwić ubytkiem z portfela.

Oczywiście w działach technologicznych spółek medialnych szybko się zorientowano, co jest nie tak, a jeszcze szybciej zrobiły to na pewno zarządy spółek, widząc zaniżone przychody z tego tytułu. Dziś ciężko metodą „na cwaniaka” zdjąć ograniczenia z artykułu, więc jeśli nie chcemy płacić za ekskluzywne dostępy, to zostają nam przydzielone darmowe limity – jeśli takie są w ogóle dopuszczalne, to zamykają się z reguły w około dziesięciu materiałach.

A ja szczerze powiedziawszy jeszcze ani razu nie wykupiłem sobie takiej subskrypcji, która pozwoliłaby mi czytać treści premium w Internecie. W sumie nie wiem dlaczego – pewnie głównym powodem jest fakt, że w sieci istnieją setki alternatyw dla podobnych tekstów, także pogłębionych artykułów na dany temat. No a moją ulubioną postacią z komiksów Disney’a jest Sknerus McKwacz, także wiecie, rozumiecie…

Nie oznacza to jednak, że ganię płatne subskrypcje treści – zwłaszcza, że w różnych wariantach pojawiają się one także w przypadku innych materiałów – filmowych czy dźwiękowych, a także na platformach z grami komputerowymi. Formuła też się zmienia – bo czym, jak nie pewnym paywallem są dodatkowe filmiki od YouTubera, które ten udostępnia jedynie swoim patronom z Patronite’a (czy w przypadku zagranicznych twórców, Patreona)?

To wszystko jest nie tylko naprawdę sensownym modelem biznesowym, ale ma też swoje usprawiedliwienie, bo z reguły za dodatkową opłatą użytkownik – przynajmniej w teorii – uzyskuje naprawdę lepsze, tudzież bardziej oryginalne rzeczy. Teraz pytanie, gdzie jest granica, przy której internauci odwrócą się na pięcie, bo jak ekskluzywne by nie były materiały, to nie będą one nikomu pasować do koncepcji otwierania dla nich portfela?

Dobrze przemyślana strategia dotycząca innowacji może sprawić, że portal zostanie okrzyknięty internetowym sukcesem. Zła sprawi, że wyląduje tam, gdzie Google+ – w niebycie (fot. Pixabay)

Super Follows – czy odmienią oblicze Twittera?

To pytanie muszę zadać nie bez kozery, bowiem jak donoszą media różnej maści, Twitter testuje nową opcję korzystania z serwisu – Super Follows, czyli po prostu paywalla dla serwisu, którego znakiem rozpoznawczym jest niebieski ptaszek.

Pomysł jest prosty. Użytkownik Twittera uiszcza opłatę i w zamian za to otrzymuje dostęp do wpisów, których „regularny” twitterowicz już nie zobaczy. Z tego co rozumiem, to mamy do czynienia z formułą abonamentu „jedna za wszystkie”, czyli jedna opłata daje dostęp do wszystkich treści premium w całym portalu. Abonamentów ma być z kolei trzy – za ok. 3, 5 i 10 dolarów, więc najdroższy – jeśli nie pojawi się jakaś kreatywna księgowość – powinien zamknąć się w 40 zł.

Mamy więc pod względem opłat coś w rodzaju Netfliksa, tyle że dla tweetów. Z tego, co jednak możemy wyczytać w opisach, sami twórcy (influencerzy, czy jak ich tam nazwiemy) mogą się sami zgłaszać do ludzi oznaczonych jako kupcy pakietów i proponować im jakieś usługi – jako przykład podano porady.

To faktycznie interesujące założenie, ale rozumiem, że będzie ono zautomatyzowane i będzie działać na bazie algorytmów uczących się zachowań użytkownika. Jeśli np. zacząłbym jak wariat serduszkować kolejne wpisy Ronaldinho, to jakiś popularny trener mógłby wysłać mi automatycznie wygenerowaną treść zachęcającą mnie do zobaczenia jego materiału szkoleniowego z futbolowych trików. Na takiej samej zasadzie w mojej skrzynce odbiorczej na Twitterze już dziesiąty rok gnije wiadomość powitalna od Ronalda Koemana, obecnego menedżera Barcelony.

To wszystko wydaje mi się jednak dosyć odważnym pomysłem – choć na razie widziałem bardzo ogólny zarys całego projektu. Twitter ma bowiem swoją specyfikę, którą jest przekazywanie dalej króciutkich treści – dlatego wpisy mają żelazny limit znaków (choć został on kilka lat temu zwiększony, to dalej jest nieporównywalnie mniejszy od np. tego facebookowego). Nie sądzę, by portal odchodził od tej zasady, bo to w niej tkwi jego główna siła, to główny wyróżnik na tle innych mediów społecznościowych.

Czy więc użytkownicy zdecydują się na płacenie nie za dłuższe artykuły lub materiały wideo, a za bardzo, bardzo zwięzłe teksty – nawet jeśli będą one pochodzić od – załóżmy – ich idolów? Jasne, że takich trafi się na pęczki – dużo bardziej dziwaczne rzeczy można było już w przeszłości sprzedać w internecie i to za wielki pieniądz – łącznie z wodą po kąpieli. Problem będzie polegać jednak na tym, czy takich osób będzie wystarczająco dużo, by opcję Super Follows będzie się opłacało utrzymywać w ruchu i ją rozwijać.

Załóżmy, że chcę lepiej pisać teksty, by moje grafomańskie wykwity przestały bić po oczach biednych internautów. Płacę więc minimum kilkanaście złotych, żeby chociaż na miesiąc zostać superfollowerem – a, niech będzie – Stephena Kinga. On robi tradycyjne Q&A a ja zadaję mu pytanie o to, co mógłbym poprawić. Pisarz mi odpowiada, bo co prawda jest multimilionerem, ale piętnaście złotych piechotą nie chodzi. I czy jego krótki tweet jest w stanie być wartością dodaną w moim życiu? Czy je jakoś zmieni, jak naprawdę dobry reportaż za paywallem dużego serwisu internetowego? Zapewne nie ma tu łatwej odpowiedzi, ale dla Twittera byłoby dużo lepiej, gdyby tak właśnie się okazało.

Na Zachodzie Twitter traktuje się nieco inaczej niż np. w Polsce. Grupa jego odbiorców także jest trochę inna (fot. Keira Burton, Pexels)

Twitter Twitterowi nierówny…

Jest jeszcze jedna rzecz, na którą w centrali Twittera muszą zwrócić uwagę – ich portal jest traktowany na trochę innych zasadach w różnych zakątkach świata – no dobra, ja mam takie wrażenie. Ale czy faktycznie nie jest tak, że w Ameryce Północnej czy Europie Zachodniej Twitter stał się w bardzo dużej części formą mikrobloga dla nastolatków i młodych dorosłych, którzy stanowią „rdzeń” jego działalności obok tych wszystkich sportowców, muzyków i  polityków?

W Polsce jest np. do dziś inaczej – w serwisie dalej na świeczniku są politycy i dziennikarze i to „dla nich” jest głównie ten portal społecznościowy. W ostatnich latach się to nieco zmienia – przede wszystkim dlatego, że młodzi szukają alternatyw dla Facebooka – ale proporcje w dalszym ciągu są zupełnie inne i to również należy brać pod uwagę, jeśli chce się coś sensownie zaimplementować.

Twitter ostatnio już sobie strzelił w kolano próbując wprowadzić u siebie flety – czyli odpowiednik relacji znanych z Facebooka. Pomysł, zdawałoby się całkiem do rzeczy, nie przyjął się jednak zupełnie i bardzo szybko się z niego wycofano. Co ciekawe teraz w podobne rewiry uderzył YouTube, który osadził u siebie funkcję Shorts (znajduje się ona dalej w fazie testów). Czy wideoportalowi wyjdzie to lepiej? Myślę, że maksymalnie za pół roku będziemy znać odpowiedź na to pytanie.

Dobrze, że Twitter szuka nowych pól rozwoju i innowacji w swoim działaniu – portale społecznościowe żyją nie tylko dzięki swoim użytkownikom, ale również dzięki umiejętności dostosowywania się do dynamiki zmieniających się bardzo szybko czasów. Czy w zespole Twittera są ludzie, którzy mają do tego naprawdę łeb na karku będziemy się jeszcze przekonywać po tym, jak sprawdzi się odważne wprowadzenie Super Followsów. Na szczęście darmowe tweety nie znikną z portalu.

Bo wiecie – wtedy już zupełnie zmieniłbym się w Sknerusa McKwacza i dałbym swojemu twitterowemu kontu laską po głowie, porzucając je zapewne dość prędko.

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *