Jeśli Elon Musk coś ogłasza, to z dużym prawdopodobieństwem jest to rzecz, o której będzie głośno przez dłuższy czas. Nie inaczej zdaje się być tym razem – bo w Tesli pochwalono się pracami nad nowym, humanoidalnym robotem. Na szczęście dodano przy tej okazji cenne info – łatwo go będzie obezwładnić…

Nie należy mieć absolutnie żadnych wątpliwości, że roboty staną się częścią naszego życia codziennego, prędzej czy później. Możliwości związane z ich rozwojem są naprawdę wielkie, a spektrum spraw, przy których mogą się one okazać nam przydatne, jest naprawdę wielkie.

Naturalnym jest więc, że kolejne osiągnięcia robotyki oraz wszelkie koncepty związane z tą dziedziną budzą znaczące zainteresowanie – także biorąc pod uwagę postępy w kwestii sztucznej inteligencji, która musi przecież roboty, w mniejszym lub większym stopniu, obsługiwać. Pisałem o tym więcej w jednym ze starszych tekstów, ale dziś warto się skupić bardziej na aspektach fizycznych robotów.

Tesla z przytupem przechodzi na rynek robotyki

Okazja do tego jest naprawdę dobra, bowiem 20 sierpnia zapowiedziane zostało powstanie Tesla Bota – robota humanoidalnego, który został zaprezentowany w stylu przywodzącym na myśl Cyberpunka 2077 (choć nie wiem, czy jego twórcy cieszyliby się akurat z takiego porównania). Zresztą zobaczcie sami:

Oczywiście materiał to na razie animacja, ale mówimy bowiem dopiero o pewnym koncepcie, który będzie dokładniej opracowywany przez – obstawiam – kilka lat, natomiast nic nie wskazuje na to, by ten humanoidalny przyjemniaczek nie sunął faktycznie z podobną lekkością po ludzkich domach.

Tesla Bot ma mieć niecałe 180 cm wzrostu (czyli gra w NBA mu nie grozi) i być w zasadzie leciutki, ważąc  ok. 57 kg. Detale w ramach prezentacji zostały podane oczywiście w funtach, stopach, łokciach i nozdrzach, czy czym tam też Amerykanie określają różne wartości, więc „po europejsku” wszystko będzie „około”.

Robot ma także rozwijać prędkość maksymalnie do ok. 8 km/h oraz w martwym ciągu wyciskać mniej więcej 68 kg. Na stronie Tesli możemy wyczytać, że firma poszukuje m.in. mechaników i programistów, którzy pomogą firmie wyjść poza ramy działalności dotyczącej samochodów i zbudują  przyjaznego pomocnika dla ludzkości.

Pomocy, humanoidzie!

No właśnie – pomocnika. W serwisie firmy wyczytamy, że prace będą dotyczyć robota „ogólnego przeznaczenia, dwunożnego, zdolnego do wykonywania zadań, które są niebezpieczne, powtarzalne lub nudne”. I to chyba w zasadzie najlepsza i pełna specyfikacja – Tesla Bot ma wyręczać ludzkość z najbardziej przykrych obowiązków.

Szczegółów brak, ale łatwo można sobie wyobrazić, o jakie obowiązki chodzi. Docelowo zapewne te domowe, które zamykają się w słynnej frazie „przynieś, podaj, pozamiataj”, być może prace pójdą tak daleko, że humanoid doprowadzi do porządku naszą chałupę, zetrze kurze, umyje podłogi, a na koniec – jeśli okaże się odporny zarówno fizycznie, jak i psychicznie – wygrzebie te absolutnie obrzydliwe resztki jedzenia z sitka w zlewie i wyrzuci je poza zasięg naszego wzroku. Uff!

Ale przecież nie samymi porządkami człowiek żyje. Czasem trzeba zająć się rzeczami ekstremalnymi i zwyczajnie groźnymi dla zdrowia i życia. Życie (czy „życie” – toż to problem filozoficzny”) robota działa jednak inaczej, więc ludzkość będzie bardziej skora poświęcać Tesla Boty gdy będzie taka okazja, niźli przedstawicieli własnego rodzaju.

Co przez to rozumiem? No, są takie miejsca, do których pójście może się równać niemal stuprocentowej śmierci. Kopalnia grozi zawaleniem, a w środku znajduje się np. cenny sprzęt wydobywczy, który fajnie by było uratować? No hay un problema, jak to mawiają Chorwaci. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wyśle do kopalni człowieka – pójdzie tam robot i wyciągnie tyle mniejszego sprzętu, ile się da, póki jego elektronicznego ciała nie pogrzebią odłamki, które spadły po zawaleniu się stropu.

Skoro Tesla Bot – czy jakikolwiek inny robot – ma być sztucznym inteligentem, to dlaczego by nie wykorzystać go do sprawdzania pakunków podejrzanych o bycie bombą, ba, dlaczego by go nie użyć do rozbrajania bomby. To w gruncie rzeczy łamigłówka logiczna, tylko taka, po której  można znaleźć własne kończyny w sąsiednim powiecie.

Od takich kanciastych wyobrażeń robotów przeszliśmy do maszyn naprawdę mocno imitujących prawdziwego człowieka (fot. Ergoneon, Pixabay License).

Czy robot idzie w dobrą stronę?

Myślałem chwilę nad rodzajem czynności mocno szablonowej, powtarzalnej.  I to, co przeszło mi przez rozum, to podbijanie stemplem jakichś mało użytecznych dokumentów na poczcie lub w podobnym urzędzie. Tylko czy potrzebny jest mi kolejny urzędnik, tym razem elektryczny, by niczym Reksio w animacji podbija kolejne kwadraciki? Nie lepiej to zautomatyzować – Hah! – „tradycyjnie” komputerowo?

Wszystko rozbija się po prostu o to, czy nie lepiej poświęcać czas i fundusze na dalszą automatyzację wszystkiego jak leci przy użyciu „zwykłych” komputerów, zamiast tworzyć humanoidy? Czy nie lepiej, by  powstawały nowe Roomby do czyszczenia naszych wnętrz, które z mrukiem zadowolenia schowają się gdzieś w rogu, gdy wciągną już wszystkie farfocle z podłogi? Dziś także funkcjonują zdalnie sterowane pojazdy, które można wykorzystywać do rozbrajania – albo i detonowania, jeśli ktoś nie ma cierpliwości – min.

Przy tym wszystkim Tesla Bot, mimo dobrego PR, niezłej (choć czysto konceptowej) prezencji i nimbu niezwykłej ciekawostki może się okazać mocno niepraktyczny i z czasem zbędny, jak krajalnica do chleba, którą ciocia wam wcisnęła, by samemu nie mieć jej w mieszkaniu.

Przy wykorzystywaniu przemysłowym to się może jeszcze bronić – może faktycznie do pracy dla robotnika niewykwalifikowanego lepiej będzie zatrudnić robota, który nawet jeśli sobie coś zrobi, to będzie to zdecydowanie mniejszy problem niż w przypadku człowieka. No ale Tesla Bot mimo wszystko miałby chyba jednak choć trochę trafiać pod strzechy – chyba, że nie zrozumiałem Muskowego planu.

Gadżety, gadżeciki

Robotyka rusza zresztą chyba w dosyć gadżeciarskim kierunku, Ostatnio kolejnym materiałem filmowym z testów pochwaliło się Boston Dynamics, tworzące niesamowite elektryczne postaci, które z jednej strony zadziwiają swoją zwinnością, z drugiej przywodzą czasem też na myśl pytanie, czy taki kopytopies znajdzie sobie faktycznie jakieś zainteresowanie, czy też – parafrazując Taco Hemingway’a – jego twórcy będą chcieli mainstreamu, a zostaną ciekawostką na pięć minut (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać).

Swojego robopsa ma też Xiaomi, kabelkowy zwierzak został zresztą niedawno prezentowany w pełnej krasie. Jednym z kluczowych elementów jego reklamy jest przypomnienie, że potrafi on zrobić pełne salto w tył – wygląda to spektakularnie, ale w sumie, co mnie to obchodzi? Nie wydaje mi się, że z takim psem-robotem będę w stanie osiągnąć podobny poziom interakcji, co ze zwykłym zwierzakiem, a takich zresztą zalega wiele w schroniskach i przytułkach wszelkiego typu.

Byśmy się jednak zrozumieli, nie ganię oczywiście twórców takich robotów, osób zapewne o umysłach wielokrotnie bardziej światłych niż mój. Wszystkie te twory robią niezwykłe wrażenie i z całą pewnością – jak wspomniałem na początku – staną się w końcu stałym elementem naszej codzienności. Pytanie tylko, czy koniec końców cały trud naukowców nie pójdzie na marne i taka generacja Tesla Botów i robopsów nie stanie się kiedyś HD DVD nowoczesnego życia.

Odpowiedź jak zwykle przyniesie nam czas, a na razie polecam po prostu śledzić poczynania Tesli i jej podobnych firm. Roboprawda jeszcze nas zadziwi.

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *