Gdzie najlepiej spędzać wakacje? W spieczonych słońcem górach, na Mazurach z – „modnymi” w tym sezonie burzami, a może nad morzem między parawanami i sinicami? „Don’t worry, be happy” – jak śpiewał pewien jegomość. Już niedługo alternatywą będą loty kosmiczne.

Weszliśmy niedawno w kolejną, odważną fazę – chyba można tak to określić – podboju kosmosu. Richard Branson, brytyjski miliarder i twórca potężnej Virgin Group, która niczym kreskówkowe ACME obejmuje swoją działalnością niezliczone pola, wyruszył w kosmiczną przestrzeń.

Jego lot był jednak niezwykły – bo była to pierwsza tego typu wyprawa komercyjna. Tym samym złamany został duopol, w którym kosmonautą zostawało się albo po to, by zrobić badania, albo po to, by zrobić badania i zagrać na nosie Amerykańcom/Ruskim/niepotrzebne wykreślić.

Podróż Bransona nie była relatywnie długa – w kosmosie jego jednostka, Virgin Galactic Unity przebywała jakieś 5 minut, a potem zaczęła opadać z wysokości ok. 85 km, by zakończyć całą misję bezpiecznie na terenie amerykańskiego stanu Nowy Meksyk. Nie ulega jednak wątpliwości, że sytuacja jest (bardzo) dynamiczna i w przyszłości podobne eskapady będą bardziej okazałe. Wiem, wiem – tak jakby sam lot w kosmos nie był czymś niezwykłym…

Już niebawem zamiast patrzeć na inne planety będziemy częściej obserwować nasz “dom” (fot. Pixabay License).

Last minute na orbicie

Jak informuje „Komputer Świat” w kolejce po kolejne płatne loty kosmiczne ustawiają się wielkie gwiazdy – Lady Gaga, Tom Hanks i inni. Na razie to głównie najbogatsi Ziemianie skorzystają z tej okazji, bo bilet na taką pozaatmosferyczną przyjemność kosztuje jakieś 250 tys. Dolarów, czyli niespełna milion złotych.

I szczerze powiedziawszy sądziłem, że to dużo droższa impreza. Oczywiście do bycia milionerem jest mi tak daleko, jak do granicy ziemskiej atmosfery, ale jeden milion brzmi zawsze lepiej niż kilka-kilkanaście. Ten pieniężny pułap jest dla przeciętnego śmiertelnika szalenie wysoki, ale za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat zmaleje zdecydowanie i nawet zwykły Kowalski w kosmos sobie z pewnością poleci.

Przecież kiedyś ludzie byli w stanie oddać znaczne części majątku, by kupić bilet na rejs transatlantykiem w poszukiwaniu lepszego życia po drugiej stronie oceanu. Teraz podobna podróż jest dostępna dla znacznie szerszego grona osób, nie mówiąc już o tym, jak tanie potrafią być czasem bilety lotnicze w różne zakątki świata – a przemieszczanie się w tym przypadku jest znacznie, znacznie szybsze.

Nie mam więc wątpliwości, że wyprawy w kosmos będą kiedyś niczym więcej, jak ciekawą alternatywą dla tradycyjnych wakacji na naszej planecie. Gdy znudzi nam się już wchodzenie po raz dziesiąty na ten sam łańcuch górski, lokalne atrakcje okażą się całkiem miałkie, a jazda po Drodze Mlecznej będzie mniej kosztowna, niż jazda po rodzimych autostradach nad polskie morze (w sumie już chyba jest, patrząc na ceny smażonych ryb we Władysławowie), to wybierzemy ofertę Virgin Space Travel lub konkurencji i ruszymy w – dla nas – nieznane.

Oczywiście urlopu nie planuje się na zwykłe 5 minut w kosmosie samo w sobie. Zakładam jednak, że kiedyś nie trzeba będzie tego okupić wielodniowym transportem na Florydę, do Nowego Meksyku itp., tylko będziemy mieć możliwość startu „pod nosem”, w Europie.

Te pięciominutówki także znikną i ustąpią miejsca doświadczeniom znacznie dłuższym. Czemu kosmoturyści nie mieliby przemieszczać się przez jakiś czas w pobliżu Ziemi? Technologicznie wszystko będzie dążyć do właśnie takiego – lub bardzo podobnego rozwiązania.

Ale fruwa ten turysta… (fot. Free-Photos, Pixabay License).

Zajazd u kosmonauty

W dłuższej perspektywie będziemy nawet mieć kosmiczne hotele – dziś zachwycamy się wszystkimi przygodami kosmonautów czy też astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a kiedyś sami doświadczymy podobnego przeżycia, gdy znajdziemy się na sztucznym satelicie „U Charlesa”, by podziwiać piękno Matki Planety znajdującej się u naszych stóp. Aż przypomina się nieco monolog z „Łowcy androidów o międzygalaktycznych niezwykłościach (lecz tym razem już bez wspomnień o łzach i deszczu).

Ludzkość będzie skazana na niezwykłość. Na podróżnicze doświadczenie, o jakim nie śniło się ani Kolumbowi, ani jego następcom. O którym pewnie rozmyślał Neil Armstrong, ale którego nie doczekał. O którym nawet nie fantazjowały miliony ludzi na przestrzeni dziejów. To będzie rzecz – zarzucę tym klasycznym cytatem wielkiego literata – „o której się nawet fizjologom nie śniło”.

Oczywiście każdorazowo taka operacja – wylot w kosmos, robienie czegokolwiek (albo nie robienie niczego, tylko zawiśnięcie w przestrzeni), a następnie powrót na Ziemię będzie musiała być dokładnie zaplanowana i przeprowadzona w warunkach jak najściślejszego zachowania procedur. Jeśli wszelkie schematy bezpieczeństwa dotyczące samolotów wydają się Wam upierdliwe czy zbędne, to w tym przypadku będzie dwa razy gorzej – bo jeśli pójdzie coś nie tak w kosmosie, to nawet mając wsparcie innych jednostek może być ciężko ugasić pożar. W przenośni, ale i zapewne dosłownie.

Naiwnym jest chyba nieco myślenie, że nawet w dalekiej przyszłości będziemy w podobne eskapady wybierać się prywatnymi mikrostateczkami kosmicznymi, niczym bohaterowie popularnej przez lata kreskówki „Jetsonowie”. Raczej komercyjne loty w kosmos zachowają swój pierwotny charakter, czyli zapłacimy (a raczej zapłacą głównie nasi potomkowie) pewną kwotę, mniejszą lub większą i dany przewoźnik wystrzeli nas w podróż naszego życia. A może jednak nigdy nie można mówić nigdy – pierwsze samoloty także były jedno-dwuosobowe, a do dziś mamy malutkie jednostki – awionetki, które najczęściej służą do prywatnych zabaw w przestworzach.

W przyszłości zapewne będzie więcej kosmicznych hoteli niż “tradycyjnych” sztucznych satelitów (fot. Pixabay License).

Nie śmieć galaktyczny druhu

Jest jeszcze jeden szalenie ważny aspekt, którego najlepiej by było nie pomijać od samego początku rozwijania kosmicznej turystyki. Otóż turyści to urocze stworzenia, natomiast czasem zamieniają się w bucowate potworki, które potrafią uszkodzić zabytek, albo zostawić za sobą niewyobrażalny chlew w postaci rozrzuconych śmieci lub ogólnego nieporządku w hotelowym pokoju.

Z lotami poza ziemską atmosferę będzie „niby tak, ale nie do końca”, bo oczywiście nikt naszej ziemskiej orbity nie zabałagani raczej pojedynczymi puszkami po piwie z dyskontu, ale jednak ślady pewnych podróży pozostaną – puste i niepotrzebne baki, skondensowane ładunki śmieci różnego typu, niezdatne do użytku fragmenty kosmicznych pojazdów… i tak dalej, i tak dalej.

Naszą rolą będzie dbać nie tylko o porządek na własnej planecie (która się tego „domaga” coraz mocniej), ale i poza nią. Trzeba rozsądnie gospodarować miejscem w przestrzeni, bo choć Wszechświat może być nieskończony, to nasza orbita już pewne ograniczenia ma. I już mamy na niej masę śmieci.

Fragmenty satelitów różnego typu, resztki sprzętów badawczych – czy tam nawet szpiegowskich – zapełniają powoli miejsce nad naszymi głowami, choć oczywiście (jeszcze) tego z naszej perspektywy nie dostrzegamy. Ciągle ich przybywa – a jeszcze tak na dobrą sprawę nie zaczęliśmy na poważnie opuszczać naszego wspólnego, ziemskiego domu. Gdy więc szumnie i tłumnie rozpoczną się  loty orbitoznawcze, to różnych odrzutów – chcemy czy nie chcemy – przybędzie.

Na razie jednak te rozważania wydają się dalekie.  20 lipca w kosmosie ma się znaleźć kolejny facet, który na brak tych słynnych hajsów nie narzeka – Jeff Bezos. Co więcej zabierze ze sobą najmłodszego astronautę w dziejach – 18-letniego Olivera Daemona i to będzie kolejne niezwykłe osiągnięcie. Na razie mamy więc metodę małych-wielkich kroczków, a nie żabich skoków po przestrzeni.

Kiedyś, w dobie powszechnych lotów komercyjnych, szczęśliwe rodzinki będą zabierać i niemowlaki ze sobą w przestrzeń. Oby jednak nie grymasiły, bo w kosmosie nikt nie usłyszy ich krzyku.

(nie mogłem się powstrzymać przed napisaniem tego)

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *