Za co kochamy rozwój technologii? Za to, że czyni nasze życia zdecydowanie łatwiejszymi. W przypadku niektórych technologia pozwala wręcz na przekraczanie pewnych przykrych barier, których nie można by było przekroczyć jeszcze 20 czy 10 lat temu. Moi drodzy – witamy w XXI wieku, w którym osoby niemal całkiem sparaliżowane mogą swobodnie pisać – dzięki implantom!

Jakiś czas temu opisywałem opisywałem fantastyczny rozwój współczesnej protetyki i implantologii, wspomniałem wówczas, że naukowcy od lat próbują stworzyć implanty mózgowe, które będą w stanie np. zahamować chorobę Alzheimera. Napomknąłem jednak o projektach będących tak naprawdę w fazie – zapewne – „beta”. Tymczasem jak się okazuje stworzono system implantów, który już teraz pomaga przy strasznej przypadłości, jaką jest niemal całkowity paraliż ciała.

Niewidzialny długopis

Science Alert kilka dni temu opisał, za badaniami opublikowanymi wcześniej w „Nature”, że naukowcom udało się stworzyć niezwykły system wszczepów, rodzaj interfejsu działającego na linii mózg ludzki – komputer. Proces tworzenia tego układu przebiegł w ramach kooperacji kryjącej się pod nazwą „BrainGate”.

Na czym polega cały myk? Otóż interfejs wykorzystuje sztuczną inteligencję do tego, by przechwytywać sygnały neuronowe wydawane przez mózg człowieka, a następnie zapisywać je w formie tekstowej. Mamy do czynienia z dosłownym pisaniem na komputerze przy użyciu myśli.

By jednak być precyzyjnym, warto posłużyć się przykładem – do udziału w testach systemu zaproszono osobę, której danych personalnych nie ujawniono – to człowiek kryjący się pod kryptonimem T5, obecnie 65-latek, który w 2007 roku został  z powodu poważnego urazu sparaliżowany od szyi w dół. W związku z tym – co oczywiste – nie jest on w stanie pisać ręcznie. Jest jednak w stanie wyobrazić sobie, że pisze – i to jest klucz do działania interfejsu.

T5 wyobraża sobie, że pisze – ma w głowie obraz, jak bierze do ręki długopis, przykłada  go do kartki papieru i kreśli kolejne litery. Jego ręce pozostają oczywiście nieaktywne, ale w niczym to nie przeszkadza znajdującej się w mózgu korze ruchowej, która się w tym momencie uaktywnia. Implanty w nią wszczepione wychwytują te sygnały i przekładają je na zapisywane w komputerze litery.

Nie jest to ponoć aż tak skomplikowane akurat w tym fragmencie, bowiem litery alfabetu łacińskiego różnią się od siebie na tyle, że system łatwo je dekoduje i wyimaginowane ruchy długopisu przekłada na litery. Jak skuteczne jest to obecnie?

Według osób pracujących w ramach BrainGate już teraz mamy do czynienia z dokładnością odwzorowania tekstu na poziomie 94%, a jeśli już na samym komputerze skorzystamy z opcji autokorekty, to można mówić o 99%. Na razie wszystko działa jeszcze stosunkowo wolno – przy użyciu interfejsu można koniec końców zapisać około 18 słów na minutę, lub też, jak podano 90 znaków, łącznie z niektórymi znakami interpunkcyjnymi.

Wielka pomoc – wielka sprawa

Czy to sukces? Według mnie to gigantyczne osiągnięcie, technologiczny cud i wspaniały prognostyk na przyszłość. Jasne, dziś osoba sparaliżowana jeszcze w ten sposób książki nie napisze, ale… do tego można dążyć – i do tego dojdzie prędzej czy później! Nie wyobrażam sobie uczuć, jakie targają T5, który po kilkunastu latach był w stanie pisać – choć w nietypowej formie. Mam nadzieję, że był przede wszystkim szczęśliwy biorąc udział w tym badaniu.

Ktoś może rzec, że to w sumie nie jest wielki przełom, zważywszy na fakt, iż udawało nam się znajdować już wcześniej różne sposoby ułatwiające pisanie komputerowe osobom sparaliżowanym. Dziś nie jest to żaden problem, by mówić do rejestratora dźwięku po to, by program zapisał nasze słowa – każdy z nas ma tę opcję pod ręką, w naszym smartfonie. Ja nie sprawdzam inaczej pogody, niż krzycząc o piątej rano „KRAKÓW POGODA” do Google’a w telefonie, ku uciesze bliższych i dalszych sąsiadów.

Jeśli osoba sparaliżowana może poruszać ustami, to jest w stanie w ogóle obsługiwać komputer przy użyciu specjalnego rysika – chyba tak można określić ten sprzęt. Mam przed oczami obraz przynajmniej kilku osób, które w ten sposób były w stanie przełamać choć trochę swoje wykluczenie elektroniczne spowodowane niepełnosprawnością.

Badanie BrainGate i system, który właśnie jest opracowywany jednak docelowo drastycznie wszystko uprości – pisanie przez myślenie, jak egzotycznie to dziś nie brzmi, zdaje się być zdecydowanie wydajniejsze niż nawet mówienie do komputera (struny głosowe przecież dość łatwo się męczą – przynajmniej u mnie). How cool is that, czy jak mawiamy u nas, jak chłodne jest to?

Oczywiście opisywany projekt nie jest jedynym takim  – każdy chyba słyszał o badaniach Neuralink, firmy Elona Muska, która działa w podobnym obszarze rozwojowym. Wydaje się jednak, że przedsiębiorstwo jeszcze nie rozwinęło pełni skrzydeł, bo dopiero w ciągu 2021 roku miały rozpocząć się badania z jego strony na ludziach. Przy takich środkach, jakie ma Musk, rozpęd całej akcji nastąpi jednak wcześniej czy później.

BrainGate ma zresztą pewną przewagę, bo jego zaczątki sięgają kilkunastu lat wstecz. Jakąś dekadę temu do udziału w tym ambitnym planie zostali dokooptowani m.in. pracownicy Uniwersytetu Stanforda, a ośrodek ten w międzyczasie testował też nieco inne rozwiązanie dla osób sparaliżowanych, w którym korzystano z ruchu kursora na ekranie – materiał opisujący te prace linkuję powyżej.

Wątpię, że w środowisku naukowym można mówić o jakimś zaciętym wyścigu czy rywalizacji w tej kwestii (choć może nie znam kulisów), natomiast kto by nie doprowadził tej całej technologii w różnych wariantach do regularnego działania, ten będzie wielkim bohaterem. Przezwyciężanie w ten sposób niepełnosprawności to bowiem badawczy heroizm i coś, co faktycznie zmienia nasz świat na lepsze.

Skafander znika

Na koniec jednak warto jeszcze zwrócić uwagę na pewien ciekawy wniosek poboczny, który można wyciągnąć z badań, w których wziął udział  T5. Pomimo faktu, że jego ręce były niesprawne od kilkunastu lat, jego mózg wciąż był w stanie działać zupełnie tak, jakby mógł on cały czas korzystać normalnie z kończyn górnych. Być może uda się jeszcze w toku badań sprawdzić, jak w podobnej sytuacji zachowa się kora ruchowa u osoby, która ręce ma sparaliżowane od urodzenia.

Swoją drogą jest świetny francuski film „Motyl i skafander” – dzieło to oparte jest na faktach, a jego główny bohater, Jean-Dominique Bauby, redaktor „ELLE” w wyniku udaru zostaje w pewnym momencie życia sparaliżowany do tego stopnia, że jest w stanie komunikować się z otoczeniem jedynie przez mruganie okiem. I właśnie tym sposobem, z pomocą oczywiście drugiej osoby, która odbierała komunikaty, napisał poprzez swoiste dyktowanie książkę… „Skafander i motyl” (w polskim tłumaczeniu filmu z niewiadomych powodów kolejność zamieniono; nie ma to sensu także pod względem zawartej symboliki). To naprawdę godny szacunku wyczyn.

Bauby zmarł w 1997 roku, krótko po publikacji książki. Gdyby ta historia zdarzyła się nieco później, to miałaby szansę, by wyglądać odrobinę inaczej – już niebawem być może osoby w podobnej sytuacji bez problemu będą mogły komunikować się i pisać znacznie swobodnie. W umyśle – i w komputerze jednocześnie.

„Future is now, old man” – i super!

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *