Polacy przodują w rozwiązaniach zbliżeniowych. Jesteśmy naprawdę otwarci na nowe technologie w bankowości i płatnościach na tle innych krajów. Nadążając za swoimi klientami mBank wypuszcza na rynek nowe eKarty. Ale nie weźmiecie ich do rąk.

Wirtualne karty to produkt bankowy, którego używam od lat. Są one naprawdę wygodne i znacznie bezpieczniejsze w płatnościach internetowych niż zwykłe karty. Działają one na tej zasadzie, że najpierw musimy je doładować i później możemy je wykorzystać do zakupów. Wyłącznie internetowych, bo w sklepie nimi nie zapłacimy.

A w czym są bezpieczniejsze od zwykłej karty podpiętej do konta? Nie jeden raz przydarzyło mi się, że sprzedawca próbował dwa razy pobrać płatność. Albo była dziwna próba płatności w środku nocy. Karta była jednak pusta, więc nic nie zostało pobrane.

Dotychczas wirtualne karty przychodziły w formie fizycznej i następnie dodawaliśmy je do naszego konta. Teraz ma się to zmienić i wprowadzając eKarty mBank nie będzie już wysyłał zbędnego kawałka plastiku.

eKarty, podobnie jak wirtualne karty, będą w kilku walutach. Ja posiadam EUR i USD i w zależności od sklepu doładowuję jedną bądź drugą kartę.

Jedynym minusem karty jest opłata. Na start trzeba zapłacić 25 PLN. Potem, co roku, też trzeba opłacać subskrypcję w wysokości 25 PLN. Revolut posiada identyczną ofertę, tylko, że za darmo.

Zdjęcie SteveP na Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *