Zawsze będę powtarzał, że postępy w technologii i medycynie to wielka gratka nie tylko dla ludzi zafiksowanych na punkcie technologii i medycyny, ale też dla… filozofów. Bo często postęp wiąże się z rozważaniami natury moralnej, które chyba tylko zawodowi myśliciele są w stanie przyjąć w pełni na klatę. I tak też jest przy majstrowaniu z pamięcią – a konkretnie jej usuwaniu.

Już kilka razy w swoim życiu czytałem prowadzone z przekąsem dyskusje, że Internet został pomyślany jako największa baza agregująca całą wiedzę ludzkości, a skończył jako niezmierzony ocean śmiesznych obrazków, przede wszystkim z kotami (też śmiesznymi samymi w sobie).

Jak wielką hiperbolą nie byłoby to stwierdzenie, tak muszę przyznać, że codziennie moje gałki oczne skanują – bardziej lub mniej przypadkowo – dziesiątki memów, spośród których czasem wybieram co lepsze kąski i samemu rozprzestrzeniam dalej, głównie w stories na Facebooku czy Instagramie – w czynie społecznym, ma się rozumieć. I tak przez przypadek wpadłem na taki oto obrazek:

Hehe he

Ślimak, ślimak, pokaż jak zapomnieć

Oprócz tego, że wyżej wymieniony memuch podniósł znacznie kąciki moich ust, to przypomniał mi pewien fakt, który poznałem kilka lat temu. „Hej, naukowcy przecież naprawdę bawili się z pamięcią ślimaka!” – zakrzyknąłem więc, budząc z pewnością poruszenie wśród moich sąsiadów, i zacząłem szperać po necie, szukając artykułów na ten temat.

Tych kilka lat temu na pewno czytałem już tekst dotyczący tej materii, natomiast wiedza o ślimakach, wspomnieniach i nieszalonych naukowcach szybko wyparowała z mojej głowy. A temat jest niezwykle ciekawy!

Mocno skrótowo ujmując sprawę, w 2017 roku grupa badaczy ze znanego i szanowanego Columbia University z Nowego Jorku dokonała przełomu w kwestii manipulowania pamięcią u istot żywych. Otóż mądrym głowom udało się doprowadzić do stanu, w którym ni mniej, ni więcej, mogą selektywnie wybierać wspomnienia ślimaka i je kasować. Wystarczy zabawa z molekułami.

Naukowcy z CU opracowali metodę blokowania pewnych molekuł związanych z kinazą białkową M (a sama kinaza jest po prostu zbiorem enzymów). Dzięki temu byli w stanie usuwać wspomnienia nieskojarzeniowe (inaczej nieasocjacyjne), które w kontekście całych badań są kluczowe.

Czym się różnią wspomnienia asocjacyjne od nieasocjacyjnych? Te pierwsze to po prostu skojarzenia – np. mamy w pamięci, że dana osoba wyrządziła nam w przeszłości jakąś krzywdę, więc gdy mamy ponownie z nią styczność, to w naszej głowie zapala się czerwona lampka, by uważać, może pojawić się naturalnie również lęk. Wspomnienia nieasocjacyjne z kolei dotyczą szczegółów, które nie muszą być powiązane  konkretnie z daną traumą, ale wciąż są w stanie uruchomić dawno uśpione strachy…

Ślimaki to dobre chłopaki – pomogą nam poskramiać lęki, choć sama natura tych eksperymentów też może zostać poddana pod wątpliwość (fot. Stux / Pixabay).

Ślimaki pomogą pokonywać lęki?

Skoro opis działań naukowców mamy za sobą (mam nadzieję, że sam nic nie pokręciłem, bo ani biologiem, ani psychologiem nie jestem), to teraz odpowiedzmy sobie na najważniejsze pytanie: po co w ogóle przeprowadzać testy na ślimakach, zamiast dać im zwyczajnie spokój (i sera na pierogi)?

Otóż chodziło o to, by móc lepiej i łatwiej leczyć PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, a więc problem, z którym zmagają się m.in. żołnierze po walkach na wojennym froncie czy ofiary brutalnych napaści. PTSD jest w stanie uruchomić lęki, które potrafią kompletnie rozbić i sparaliżować człowieka, doprowadzając przy tym do wielu innych niechcianych i niekomfortowych efektów. Powiedzieć, ze to straszna przypadłość, to jak nic nie powiedzieć.

Wystarczy więc dodać dwa do dwóch, że wrzucenie ślimaka do laboratorium koniec końców może sprawić, że będziemy w stanie usuwać z naszych mózgów zdecydowanie niepotrzebne, negatywne wspomnienia, a tym samym niwelować wszelkie stany lękowe i lepiej dbać o zdrowie psychiczne. Czy to wspaniałe? Jeszcze jak, choć droga do wprowadzenia tego typu działań w leczeniu ludzi jest jeszcze daleka. No i jest jeszcze kilka innych ważkich kwestii do omówienia…

Załóżmy, że nauka poczyni tak spektakularne postępy, jak spektakularny jest sam fakt, że u żywej istoty możemy kasować wspomnienia. Człowiek jest w stanie wymazać różne rzeczy ze swojej pamięci – może nie samotnie i w domowych warunkach, ale chociaż w przychodni lekarskiej, na wyraźne życzenie i po podpisaniu stosiku papierów. Co wówczas?

No cóż, wtedy pewnie wielu z nas, nawet tych niezmagających się z PTSD, będzie miało spokojniejsze sny. Kto bowiem  nie miał tak, że przed zaśnięciem nagle zostawał dopadnięty prze złe, smutne, zawstydzające, czy najogólniej rzecz ujmując – jak to się dziś mawia – krindżowe wspominki? Czemu by tych wszystkich niechcianych pamiątek w mózgu masowo nie eliminować, tak, by nie pozostawał po nich najmniejszy nawet ślad?

To brzmi jak kusząca perspektywa, ale związane jest z tym pewne palące zagadnienie – czy w ten sposób nie urżniemy sobie zwyczajnie wielkich połaci naszego intelektu? Bo ja nie mam co do tego wielkich wątpliwości.

Pierwsza zasada pisania czegokolwiek: jeśli możesz się odwołać do Pottera, to się odwołaj (fot. Mikhail Nilov / Pexels).

Wymazywanie pamięci jak zaklęcie Obliviate w Potterze?

O ile fragmentaryczne usuwanie śladów w naszych umysłach po skrajnie trudnych przeżyciach jest jak najbardziej zrozumiałe, bo można to spokojnie uznać za leczenie i wielką ulgę, o tyle wyrywanie wszystkich nieprzyjemnych wspomnień, np. że kiedyś  popełniliśmy poważniejszą gafę publicznie, mija się zupełnie z celem.

Chcąc nie chcąc swój charakter, wiedzę i zdolność adaptacji opieramy zarówno na przeżyciach dobrych, jak i złych – na tych złych może bardziej, ponieważ bystry człowiek raczej stara się unikać powtarzania własnych błędów i wpadania w sidła swoich kiepskich przyzwyczajeń. Bez złych wspomnień taki postęp jest nie tyle skrajnie trudny, co wręcz niemożliwy.

Innym ważnym aspektem jest to, że – paradoksalnie rzecz biorąc – tylko mając złe wspomnienia jesteśmy w stanie w pełni doceniać te dobre, bowiem kluczem jest tu porównanie na linii dobry czas – zły czas. Wiem, okropna sztampa bije z tego akapitu, ale nie potrafię wyrazić tego w inny sposób, a uważam to po prostu za niepodważalny fakt.

Istnieją jednak i pewne poważne zagrożenia. Łatwo jest mi sobie wyobrazić, że ktoś zostaje porwany dla okupu, a potem – o ile technologicznie osiągnięto by odpowiednią łatwość w przeprowadzaniu takich operacji – jego pamięć jest kasowana całymi „płatami”,  by nie mógł wskazać sprawców. Nie mówię oczywiście o „pstryknięciu” w stylu „Facetów w czerni”, ale czemu miałoby nie być to możliwe?

A co z państwami niedemokratycznymi? Czemu w najbardziej przykrych reżimach władza nie miałaby porywać swoich oponentów i stosować na nich podłych zabiegów mających uszkodzić w znaczny sposób ich umysł poprzez kasację wspomnień?

To oczywiście rozważania czysto hipotetyczne – na razie wciąż jesteśmy na poziomie ślimaków, ale to w mgnieniu oka może się zmienić. Cóż by miało stać na przeszkodzie rozwoju tych badań?

Na koniec ważna refleksja podparta – a jakże – popkulturą. W drugiej części przygód Harry’ego Pottera niezmiernie irytujący czarodziej, notoryczny kłamca i fanstasta Gilderoy Lockhart w pewnym momencie próbuje wymazać okularnikowi i jego rudemu kumplowi pamięć przy użyciu pewnego zaklęcia. Jako, że różdżka, której używa jest połamana, Lockhart trafia sam w siebie i gubi wszystkie swoje wspomnienia.

W skrócie – oby ludzkość nie walnęła się w głowę w podobnym sposób majstrując przy pamięci. Co to ja miałem jeszcze dodać…?

 

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *