W społeczeństwie dużo łatwiej jest się dzielić, niż łączyć – widzimy to zarówno w naszym kraju, jak i poza jego granicami. A punktem sporu nie muszą być jakieś wartości wyższe, honor rodu i takie tam, „klasyki”. Wystarczy Candy Crush Saga i expienie tam, gdzie nie trzeba.

Pamiętam, że za czasów mojego bycia nastolatkiem (a więc mniej więcej między połową ubiegłej dekady, a połową dekady jeszcze wcześniejszej) granie w gry wideo było stereotypowo postrzegane jako praktycznie wyłącznie męskie zajęcie.

Jasne, moje koleżanki ze szkoły często przyznawały się do grania w kolejne części The Sims, ale to często by było na tyle – przynajmniej tak wówczas myślałem, bo przecież nikogo nie wypytywałem o preferencje gamingowe. Jeśli w rozgrywkach online pojawiała się dziewczyna – taka, którą można było faktycznie zidentyfikować jako dziewczynę (wiecie jak jest – ja niektóre rzeczy w ustawieniach czasami zaznaczałem „na pałę”, więc byłem 88-latką z Kanady), to było to zjawisko dość nietypowe.

Wychodzi jednak na to, że fama o tym, iż kobiety stanowią wśród graczy bardzo niewielką mniejszość, to stwierdzenie ugruntowane w latach 80. czy 90., które od dawien dawna jest od rzeczywistości odklejone. Owszem, męskich graczy jest więcej, ale różnice nie są wcale tak drastyczne.

Kobiety w społeczności graczy to wcale nie margines – potwierdzają to każde badania od wielu lat (fot. Bruno Henrique, Pexels).

Panie grają na potęgę

Statista, firma zajmująca się m.in. badaniami konsumenckimi, udostępniła na swojej stronie statystyki pokazujące, jak wyglądała dystrybucja gier w USA z podziałem na płcie.  Jeśli spojrzymy na przedstawione w badaniu wykresy z lat 2006-2020, to wnioski nasuwają się same – mniejszość żeńska jest w tym przypadku nie tylko wyraźna, ale stabilnie oscyluje wokół poziomu 40-45%. W najbardziej wyrównanym roku, 2014, dysproporcja na korzyść mężczyzn wynosiła jedynie 52 do 48%.

W innym badaniu, przygotowanym już dość dawno temu, bo w roku 2012, przez pracownię Ipsos, możemy znaleźć statystyki dotyczące różnych krajów z dokładnym podziałem wiekowym i płciowym. Jeśli spojrzymy na Polskę, to odkryjemy, że ogólnie zdarzyło się grać w gry 55% populacji męskiej i 43% populacji żeńskiej. Patrząc na podział wiekowy sytuacja jest nieco bardziej zniuansowana i np. w grupie 35-44 lata z grami miało do czynienia 51% mężczyzn i 48% kobiet. To naprawdę nieduża różnica.

Pod koniec 2014 roku z kolei przedstawiono wyniki badań w ramach projektu „Jestem graczem” (tu też palce maczał Ipsos, tak na marginesie i jest to kolejna garść ciekawych statystyk. Wynika z nich, że jeśli kobiety są już graczkami, to w 65% grają codziennie, a do ich ulubionych tytułów należą League of Legends, Assassin’s Creed, Wiedźmin i Diablo, więc wcale nie samymi Simsami panie żyją.

Gracze – każdy inny, wszyscy gorsi. Jak czasem, niestety widać (fot. Liza Summer, Pexels).

tO NiE jEsT pRaWdZiWe GrAnIE

Ta garść starszych badań pokazuje, że kobiecy gaming nie jest ani zjawiskiem marginalnym, ani specjalnie nowym, a do tego mocno zróżnicowanym. Ostatnie ciekawe badanie, które przykuło moją uwagę, zostało opublikowane w grudniu ubiegłego roku, a zrealizowała je – pod nazwą Game Story – pracownia IQS.

Wynika z nich, że 47% całej populacji polskich graczy (w przedziale 9-55 lat) to kobiety, jakieś 8 milionów osób, z czego 2,3 mln gra na komputerze lub konsoli codziennie. Dlaczego przywołałem te i poprzednie statystyki? Ponieważ ostatnio, gdzieś w przelocie, przeczytałem komentarz, że te wszystkie badania to i tak o kant… stołu roztrząsnąć, bo sporo kobiet przecież gra głównie na komórkach w jakieś Candy Crush Sagi, A tO NiE jEsT pRaWdZiWe GrAnIE. Podobne komentarze, choć oczywiście raczej jednostkowe, widziałem tuż po publikacji w grudniu.

No cóż, nie zagłębiałem się faktycznie w to, które badania brały pod uwagę w byciu graczem granie w na smartfonach w mniej rozbudowane tytuły niż Wiedźmin 3, a które nie. Lecz gdyby nawet okazywało się, że 45 z tych 47% to efekt Candy Crush i Angry Birdsów… to cóż z tego? I tak samo – cóż strasznego by się stało, gdyby także mężczyźni zagrywali się przede wszystkim w takie tytuły i nazywali się dalej graczami? Absolutnie nic.

Męczy mnie taki elitaryzm i okopywanie się na swoich pozycjach w tak – beztroskiej w zasadzie – działce życia, jakim jest granie w gry. Nie mówię, że to zjawisko powszechne, ba, wydaje mi się, że coraz mniej istotne z biegiem lat i upowszechnianiem się elektronicznej rozgrywki, ale dające o sobie czasem znać w internetowych dyskusjach.

Gaming to nie jest jakaś sztuka tajemna, więc nie widzę powodu, by uznawać za niego tylko maksowanie gier na najwyższym poziomie trudności, a pykanie w 2048 na telefonie przed snem już nie. Granie w gry to granie w gry i jasne – jest to pełne niuansów, bo inną rzeczą jest turniej w CS-a z wielkimi pieniędzmi w tle, a inną minirozgrywka na handheldzie w trakcie siedzenia na tronie (niekrólewskim).

Pa, jak go wymaksowałem, zaraz cię zmiotę (fot. Mart Production, Pexels).

I tak źle, i tak niedobrze

Poczucie pewnej niechęci budzi nie tylko casualowe granie, ale wręcz coś zupełnie odwrotnego – granie, można by rzec, hardkorowe. O ile wyczyny takie, jak rekordowo szybkie przechodzenie Pac-Mana czy którejś ze starszych odsłon Mario spotyka się z pewnym podziwem – zapieczętowanym wpisem do „Księgi rekordów Guinessa”, to wiele innych speedrunów, częstokroć streamowanych na YouTube, potrafi wzbudzić komentarze o zupełnym bezsensie takiej zabawy.

Cóż to bowiem za przyjemność – przebiec postacią z jednego końca mapy (lub map) na koniec drugi, zaliczyć najważniejsze  – absolutnie konieczne do przejścia tytułu – zadania i bez żadnego zagłębienia się w rozgrywkę, bez cienia nawet immersji, dojść do wielkiego finału? Do tego jeszcze czasem wykorzystując glitche i bugi, żeby nadrobić ułamki sekund…

Podobnie jest z tzw. powergamingiem, tu w rozumieniu maksymalizacji statystyk swojej postaci. Najprościej pokazać go na przykładzie gier RPG (specjalnie nie chcę pisać o grze zaczynającej się na „G”, a kończącej na „othic”, bo to by było już z mojej strony nudne). W RPG-ach, gdzie świat jest mniej lub bardziej otwarty, istnieją liczne NPC-e i spore możliwości nabijania statystyk na odnawiających się potworach, można, grając długo i uparcie, zrobić ze swojego bohatera zmutowane połączenie Pudziana i Magneto.

Wystarczy zmiatać z powierzchni ziemi wszystkie stwory – od robaków pełzających przy ziemi po smoki mknące w przestworzach, nie omijając ani jednego. Można powybijać całe wioski, nawet nie mając ku temu uzasadnienia fabularnego, można też sprzedawać rzeczy handlarzowi, bić go do nieprzytomności, okradać i sprzedawać to samo barachło jeszcze raz.

Dzięki temu wskaźniki w stylu siły, many i Trygław i Swaróg raczą wiedzieć, jakie jeszcze, dobijają do 100%, a nasza postać to przepotężny koks, zbyt potężny jak na dany moment fabuły. No i co tu dużo mówić – wśród niektórych takie granie wielką estymą się nie cieszy, bo to przecież też odbiera przyjemność z gry – ten cały pęd za zbytnim ulepszeniem postaci. To tak naprawdę nie granie.

Mnie ten aspekt akurat szczególnie kłuje w oczy, bo sam lubię nabijać różne elementy gier na 100% – nawet niekoniecznie statystyki postaci, chociaż to też uznaję za satysfakcjonujące, ale np. różnego rodzaju znajdźki czy odnawialne przez jakiś czas, trzecioplanowe questy, To chyba działanie dość pokrewne, a nie spotykające się tak często z niechęcią innych (jeśli w ogóle).

Rockstar, nigdy ci tej szkoły latania nie zapomnę (fot. s2art, CC BY-SA 2.0).

Pokolenie AEZAKMI, ej

Jest jeszcze jedna rzecz, którą sam pamiętam raczej z czasów dzieciństwa i adolescencji, bo czasy się trochę pozmieniały, a która budziła realną niechęć znanych mi graczy. Chodzi o używanie kodów do gier. I żeby była jasność – w grach online używanie kodów, by oszukać przeciwnika, to rzecz niedopuszczalna, bo mnie samego coś trafiało, jak widziałem na serwerze CS-a 1.6 gościa, który mówił „Ruski jest?” po czym odpalał speedhacka i biegając po mapie z prędkością światła zarzynał innych jak prosiaki.

Nie, nie, ja mówię o wykorzystywaniu kodów do faktycznego przechodzenia gry w trybie singleplayer. Z podstawówki pamiętam, że było to rugane jako skrajne frajerstwo, rzecz niedopuszczalna. Więc nawet siedząc samemu przy komputerze, naszym honorem była walka i szczególnie trudną misję lepiej było robić 30 razy z rzędu, klnąc jak szewc, niż raz wpisać kod na godmode.

Kiedy byłem nieco starszy to sam chciałem robić bez wspomagaczy nawet najtrudniejsze misje (szkoła latania w San Andreas – jak ja cię nienawidzę), ale to był efekt mojej własnej, drobnej ambicji. Jako mały smark mogłem sobie jednak odpuścić zamiast się męczyć, ale dziś ta kwestia nie jest już chyba na tapecie – granie na kodach wygląda dziś inaczej, jeśli w ogóle twórcy przewidują taką opcję w swojej grze.

Grajta jak chceta

Wszystkie te podane przykłady sprowadzają się do jednego – niektórzy, niewielkie grupy ludzi, myślą, że ich styl grania jest najlepszy, najrozsądniejszy i najbardziej satysfakcjonujący, a inne style są warte zgryźliwego komentarza. I moim zdaniem takie myślenie to poważny błąd – starajcie się z jednej strony nie „okopywać” na swoich pozycjach, z drugiej nie słuchajcie takiego ględzenia.

Nie będąc w skórze innych nigdy nie dowiemy się, co im daje tak naprawdę radość z grania. Czy to potrzeba relaksu i odcięcia się, szybkiego przechodzenia gry bez utrudnień, nawet na kodach? Czy to maksowanie postaci, ambitne zdobywanie nawet najmniejszych osiągnięć, albo rzucanie samemu sobie kolejnych wyzwań w szybkości przechodzenia gry? Może ktoś chce czuć się częścią społeczności graczy grając w proste gry komórkowe? Czemu mielibyśmy takiej osobie tego zabraniać?

Jak to mawiają Chińczycy – who knows? Grajcie jak chcecie, bylebyście mieli po wyłączeniu komputera, konsoli i smartfona poczucie satysfakcji. Wiem, że to płytka myśl na koniec, ale wszystko jest dla ludzi – tak jak twardy narkotyk „krokodyl” z Rosji.

To oczywiście żart, Twarde dragi tylko w grach. Idę pograć w GTA, może nawet wpiszę AEZAKMI na klawiaturze.

 

Polska grupa Smart Home by SmartMe

Polska grupa Xiaomi by SmartMe

Promocje SmartMe

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *